Ołeksandr Wołkow

Ołeksandr Wołkow

Fun Fact: Ołeksandr Wołkow – tudzież Alexander Volkov dla lepiej czujących się w amerykańskiej terminologii – to Ukraiński koszykarz, który w 1989 roku stanął na czele wschodnioeuropejskiej ofensywy w NBA. Razem z nim – wybranym w szóstej rundzie draftu przez Atlantę – w tamtym roku swoje zaoceaniczne kariery rozpoczęli także Drażen Petrović, Sarunas Marciulionis i Vlade Divać (był jeszcze Czarnogórzec Zarko Paspalj, który w wywiadach z rozbrajającą szczerością opowiadał, że jada pizzę pięć razy w tygodniu i kocha papierosy Marlboro – nic dziwnego, iż jego kariera w Spurs trwała tylko 28 meczów).

Wołkow ostatecznie grał w NBA tylko przez trzy sezony – środkowy tracąc w całości z powodu kontuzji – i wrócił do Europy. Chroniczne problemy ze zdrowiem przeszkodziły mu w rozwinięciu skrzydeł nie tylko w USA, bo już trzy lata później, jako 31-latek, zakończył zawodowe uprawianie sportu (nie liczę jego kaprysu po 2000 roku, gdy bywał grającym prezydentem swojego klubu BC Kijów).

Szkoda. Swego czasu był jednym z największych talentów Związku Radzieckiego, mierzącym 208 centymetrów skrzydłowym, który mógł grać na czterech pozycjach. Hawks znali go dobrze, m.in. dzięki ich zwariowanemu tournee po ZSRR z 1988 roku („Przez dwa tygodnie żywiliśmy się głównie ogórkami, pomidorami i ciepłą wódką” – podsumował tamten początek ekspansji NBA ówczesny komentator radiowy Jastrzębi, Steve Holman), choć tak naprawdę czuli miętę do Sarunasa Marciulionisa, który jednak w międzyczasie dogadał się z Golden State Warriors.

Choć był tylko nagrodą pocieszenia, miał już 25 lat i dryg do łapania urazów, Wołkow bez problemu wywalczył sobie miejsce w rotacji Hawks (w której przecież, pod koszem i na skrzydłach, minuty zaklepywali tacy goście jak Dominique Wilkins, Moses Malone i Kevin Willis). Jego średnie z kariery to 6.8 PPG, 2.6 RPG, 2.2 APG i 45.5% FG, ale gdy dostawał większe minuty, Ołeksandr „dowoził”…

W 19 meczach w karierze, w których grał przynajmniej przez 30 minut, statystyczne osiągi Ukraińca wzrastały do 16.2 PPG, 5.9 RPG, 5.7 APG, 50.7% FG. Dodawał też po 2 przechwyty na mecz i trafiał trójki ze skutecznością ponad 40%. Wołkow byłby dziś ulubieńcem graczy w fantasy basketball za takie linijki jak 21/6/7/2/2, 21/5/8/6/2 czy 17/8/10/5/2, wykręcane na pożegnanie z NBA, w marcu 1992 roku.

Reklamy
Otagowane , ,

Bobby Hansen

Bobby Hansen

Fun Fact: Mimo niechęci do dominacji Bulls w latach 90., jedna rzecz zawsze wzbudzała moją sympatię – że choć mieli najlepszego i najbardziej godnego zaufania w kwestii wygrywania meczów koszykarza na świecie, to zawsze znalazło się u nich coś do roboty dla jakiegoś bardzo białego człowieka z drugiego lub trzeciego planu. Wszyscy pamiętają Johna Paxsona i Steve’a Kerra pieczętujących tytuły w, odpowiednio, 1993 i 1997 roku…

Dwie krótkie dygresje.

1. Bulls w czwartej kwarcie szóstego meczu z Suns zdobyli tylko 12 punktów, a trójka Paxsona była jedynym koszem gości nie zapisanym w tamtej ćwiartce Jordanowi.

2. Kerr nie zamieniłby się w bohatera, gdyby wcześniej Shandon Anderson nie zamienił się w Charlesa Smitha

Koniec dwóch krótkich dygresji.

…zapominamy jednak często, że John i Steve nie byli pierwszymi bladymi twarzami tryumfu Bulls. Pierwszy był w 1992 roku Bobby Hansen. Dwunasty zawodnik tamtego składu, który co prawda nie wieńczył mistrzowskiego dzieła, ale dał sygnał do boju w szóstym meczu serii z Blazers.

Byki zaczynały ostatnie dwanaście minut starcia z 15-punktową stratą i wydawało się, że Phil Jackson wywiesza białą flagę wypuszczając na boisko piątkę składającą się ze Scottie’ego Pippena, B.J.’a Armstronga, Stacey Kinga, Cliffa Levingstona i właśnie Bobby’ego Hansena. Hansen zaskoczył jednak wszystkich trafiając trójkę z rogu, a potem zabierając piłkę nikomu innemu, jak Jerome’owi Kerseyowi (najlepszemu zawodnikowi Blazers tamtego wieczora), co odmieniło dynamikę meczu i dało początek niesamowitej pogoni gospodarzy. Gdy Bobby oddawał miejsce na parkiecie Michaelowi Jordanowi, Chicago traciło już tylko 3 punkty do rywali.

Latem 1992 w Chicago zapanowała moda na podawanie się za Bobby’ego Hansena, bo trudniej było wówczas o bardziej niepozornego koszykarza NBA. Był tak niepozorny, że ochrona nie chciała go wpuścić na paradę mistrzowską Bulls.

Wiedząc, że w koszykówce nie spotka go już nic lepszego niż niepodważalny wkład w byczą dynastię, jako 31-latek przeszedł na sportową emeryturę, dzięki czemu tamta trójka pozostała jego ostatnim rzutem w karierze.

Do dziś może się chwalić, że przez pięć minut był godnym zastępcą Michaela Jordana.

Mógłby się też chwalić, że kiedyś (w czasach gdy w Jazz aspirował do roli, którą później pełnił Jeff Hornacek) połamał MJ’owi kostki… gdyby zaraz potem nie spudłował layupa…

Otagowane ,

Rick Mahorn

Rick Mahorn

Fun Fact: Rick Mahorn jest twardy. Tak twardy, że przepychając się pod koszem w walce o pozycję serdecznie się uśmiecha (patrz karta powyżej). Tak twardy, że gdy ktoś próbuje go uderzyć pięścią w twarz, przysypia z nudów (patrz wideo poniżej).

Pewnie nawet tak twardy, że nie bada się u lekarza, a u nadzorcy budowlanego.

I choć Rick Mahorn jest twardzielem jakich mało, do dziś musi dławić łzy na wspomnienie 15 czerwca 1989 roku. Tego dnia brał udział w mistrzowskiej paradzie Detroit Pistons, po której dowiedział się… że klub stracił go w trakcie expansion draftu. Personifikacja ducha Złych Chłopców, wciąż jeszcze skąpana w mieszance szampana, konfetti oraz dymu zwycięskich cygar, musiała się spakować i ruszyć do mroźnego Minneapolis, gdzie zamiast obrony tytułu czekała walka o kilkanaście zwycięstw. „To był najwyższy ze szczytów i najgłębszy z dołów” – wspominał Rick tamten dzień w dokumencie ESPN, zanim żal ścisnął go za gardło.

Oczywiście Rick miał w dupie taką imprezę, więc odmówił gry dla Wolves, którzy za picki opchnęli go do Sixers (podobny pakiet dawali wcześniej Pistons za to, żeby zespół z Minnesoty zamiast Mahorna wziął w trakcie ekspansji Micheala Williamsa – który zresztą ostatecznie też skończył w Wilkach). Był graczem NBA aż do samego końca lat 90. (z krótką przerwą na roczną przygodę we Włoszech), zaliczając dwa sentymentalne pojednania – w 1992 roku podpisał kontrakt z New Jersey Nets, trenowanymi przez byłego coacha Bad Boys, Chucka Daly’ego, a jako 38-latek powrócił na dwa sezony do Motor City (gdzie wciąż jeszcze grał Joe Dumars).

Warto jednak dodać, że Rick Mahorn po odejściu z Bad Boys nie stracił humoru na zbyt długo i szybko odnalazł się w zwanym „Thump’N’Bump” duecie z Charlesem Barkleyem.

 

Otagowane

Doug West

Doug West

Fun Fact: Doug West – ksywka Fresh – to jeden z najbardziej zasłużonych Leśnych Wilków w historii (#3 w historii klubu pod względem rozegranych meczów, #5 w punktach), którego kariera jednak nie była dla niego zbyt łaskawa. Mimo pewnych sukcesów indywidualnych (ponad 19 PPG w najlepszym sezonie 92/93) i wielu ochów/achów usłyszanych ze względu na wielką grację w powietrzu i dryg do efektownych wsadów, Doug był typowym średniakiem, kimś kto – poza wsadami – nie wybijał się w żadnej dziedzinie… Choć i z tymi wsadami bywało różnie, bo West trafił na przykład na listę najbardziej zwykłych dunków w historii Slam Dunk Contest:

(choć jego pierwszy wsad w tamtym konkursie był już jak najbardziej „fresh”)

Poza highlightami wiodło mu się średnio, bo przez pierwsze 7 lat tkwił w wiecznie przegrywających Wolves.

Do playoffów awansował dopiero w sezonie 96/97, rozgrywając 571 meczów sezonu zasadniczego, zanim posmakował atmosfery postseason. Miał wtedy już prawie 30 lat. Najbardziej prominentni gracze, którzy zadebiutowali w playoffs będąc starszym niż Doug to (po 1964 roku) m.in. David Lee, Jamal Crawford, Scott Skiles, Todd Day i Mike Dunleavy (najstarszy ever był prawie 36-letni Pablo Prigioni, ale on był wtedy debiutantem i nie musiał czekać tyle co przytaczani gracze – z tego powodu nie wymieniłem też Arvydasa Sabonisa).

Po tym jak Wolves wywalczyli awans w 1996 roku, West powiedział w rozmowie ze Sports Illustrated:

[Absencja w playoffs] Doprowadzała mnie do szaleństwa, ale awans, a potem jego brak przez pięć kolejnych lat – od tego oszalałbym jeszcze bardziej.

Minnesota odpadła z rozgrywek pucharowych po trzech spotkaniach (Fresh zdobył w nich 33 punkty) i to był… ostatni występ Douga Westa w playoffs.

Na szczęście spędził w NBA jeszcze tylko cztery lata, a nie pięć, ale nie uratowało to jego zdrowia psychicznego – po transferze do Vancouver zaczął tak zapijać smutki, że wylądował na odwyku i stracił sezon. Najwyraźniej z góry założył, że przez następne pół dekady nie ma szans na przełamanie kolejnej bessy.

Otagowane

Larry Bird

Larry Bird

Fun Fact: Jeśli jest coś, czego żałuję w związku z założeniem bloga o latach dziewięćdziesiątych w NBA, to fakt, że ten przedział czasowy nie obejmuje większości kariery Larry’ego Birda. Tak się jednak składa, że mój ulubiony moment tej kariery przypada na okres ważności MMJK. Wydarzył się dokładnie 8 marca 1991 roku, gdy Boston Celtics pojechali do Los Angeles zmierzyć się z Clippers. Gdybym miał podać tylko jeden przykład na potwierdzenie tezy, że Larry Bird był największym kozakiem w historii NBA, byłaby to ta właśnie sytuacja (właściwa akcja rozpoczyna się w 3 minucie i 14 sekundzie wideo, a gwóźdź programu wbity jest 35 sekund później):

Tak jest – Larry Bird był tak bardzo cool (w swoim nie byciu cool), że nawet rywale (w tym wypadku Ken Bannister) przybijali mu piątki w czasie meczu.

Otagowane

Chris Jackson

Chris Jackson

Fun Fact: Bardzo modne jest ostatnio nazywanie Chrisa Jacksona / Mahmouda Abdul-Raufa „Stephenem Currym lat 90” – przy czym „ostatnio”, oznacza w tym wypadku „od tamtego tweeta Phila Jacksona”…

Ja się w gruncie rzeczy z Philem Jacksonem zgadzam, pomijając oczywiście ogólny sportowy poziom tych zawodników. Zgadza się nieograniczony zasięg rzutu…

Zgadza się brak przyzwoitości w korzystaniu ze swojego ofensywnego potencjału…

Ba – ostatnio zgadzają się nawet kontrowersyjne decyzje dotyczące symboli USA, choć o ile Stephen Curry po prostu nie lubi Donalda Trumpa, to Mahmoud Abdul-Rauf odmawiając stania podczas hymnu był o wiele większym wywrotowcem, zwłaszcza w latach 90

Liga zawiesiła wówczas Abdul-Raufa, który uważał gwiaździsty sztandar za symbol opresji i rasizmu. Gracz Nuggets stał się wówczas persona non grata w NBA i jego kariera dość szybko się zakończyła – już jako 28-latek miał problem ze znalezieniem pracodawcy w USA (przez co ostatecznie zabrakło mu 39 rzutów wolnych, żeby zakwalifikować się na listę wszech czasów pod względem skuteczności z tego elementu gry, której byłby liderem). Koszykarz znany dawniej jako Chris Jackson nie ma wątpliwości, że został zepchnięty na ligowy margines w związku ze swoimi przekonaniami. Stał się wrogiem publicznym, choć dziś pewnie byłby dla wielu osób bohaterem a NBA Adama Silvera wydaje się wspierać cywilną odwagę swoich pracowników. Edit: NOPE

Dość jednak o polityce.

Zanim Mahmoud Abdul-Rauf naraził się pracodawcom swoimi poglądami, narażał się trenerem brakiem formy w pierwszych sezonach, musiał też na co dzień walczyć ze swoim zespołem Tourette’a. Mimo tych przeciwności, w połowie lat 90 był pewnie bliżej Stephena Curry’ego, niż ktokolwiek inny. Wsadźcie lidera Dubs do ligi z tamtych czasów, w której nikt nie chciał słyszeć o tak otwartej ofensywie, na jaką dwukrotny MVP dostał zielone światło i faktycznie dokonania obydwu panów mogą się pokryć.

Na koniec krótki wideo materiał na temat Chrisa Jacksona mniej więcej z okresu, z którego pochodzi karta ilustrująca ten tekst (jedna z ostatnich, na której wystąpił jeszcze pod starym nazwiskiem)…

Poboczna refleksja: mam wrażenie, że wszystkie te sylwetki zawodników z NBA Action zawsze zaczynają się od historii o tym, jak to na początku nie szło bohaterowi segmentu, a towarzyszy jej ilustracja w postaci nieudanych akcji puszczanych w zwolnionym tempie.

Otagowane ,

Walter Palmer

Walter Palmer

Fun Fact: Lubię sobie od czasu „wylosować” jakiegoś totalnie niszowego koszykarza z dawnych lat, o którym nikt – łącznie ze mną – nie słyszał i poszukać informacji na jego temat. Czasem można dokopać się w ten sposób do różnych ciekawych faktów, choć niekoniecznie bezpośrednio związanych z tematem wyjściowym.

Czasem oczywiście nie znajduje się nic ciekawego, ale można się przynajmniej pośmiać, że he, he, zoba jaki dziwny kolo grał w NBA.

Walter Palmer oferuje trochę jednego i drugiego.

Walter Palmer jest jednym z 6 absolwentów uczelni Darthmouth, którzy zagrali w NBA. Ostatnim przypadkiem był James Blackwell, który rozegrał 13 meczów dla Hornets i Celtics w sezonie 94/95, zaś najlepszym koszykarskim produktem tego uniwersytetu był Rudy LaRusso – 5-krotny All-Star z Lakers i Warriors w latach 60.

LaRusso to ciekawostka, bo jest jednym z tylko 13 graczy w historii NBA, którzy w swoim ostatnim sezonie rzucali średnio ponad 20 punktów w meczu:

Query Results Table
Crit Crit Tota Per Shoo Shoo Shoo
Rk Player Age Tm PTS Season G MP FG% 3P% FT%
1 Kobe Bryant 36 LAL 22.3 2014-15 35 34.5 .373 .293 .813
2 Kevin Martin 31 MIN 20.0 2014-15 39 33.4 .427 .393 .881
3 Jamal Mashburn 31 NOH 20.8 2003-04 19 38.4 .392 .284 .813
4 Michael Jordan 39 WAS 20.0 2002-03 82 37.0 .445 .291 .821
5 Reggie Lewis 27 BOS 20.8 1992-93 80 39.3 .470 .233 .867
6 Drazen Petrovic 28 NJN 22.3 1992-93 70 38.0 .518 .449 .870
7 Larry Bird 35 BOS 20.2 1991-92 45 36.9 .466 .406 .926
8 Jerry West 35 LAL 20.3 1973-74 31 31.2 .447 .833
9 Rudy LaRusso 31 SFW 20.7 1968-69 75 37.1 .410 .794
10 Bob Pettit 32 STL 22.5 1964-65 50 35.1 .429 .820
11 Paul Arizin 33 PHW 21.9 1961-62 78 35.7 .410 .805
12 George Yardley 31 SYR 20.2 1959-60 73 32.9 .453 .816
13 Alex Groza 24 INO 21.7 1950-51 66 .470 .786
Provided by Basketball-Reference.com: View Original Table
Generated 9/22/2017.

Ale dość o LaRusso, wróćmy do Waltera Palmera.

Przed Draftem 1990 dostał łatkę „projektu”, ale 7 stóp i 1 cal wzrostu, dryg do bloków i dobry rzut z dystansu był wystarczającym zestawem argumentów, aby szansę, już z 33 numerem naboru, dali mu Utah Jazz (kilku graczy, którzy poszli po nim: Greg Foster, Jud Buechler, Bimbo Coles, Antonio Davis, Cedric Ceballos). Jako rookie zagrał 28 razy i za cały sezon 90/91 miał mało imponujące średnie 1.4 PPG, 0.8 RPG i 0.1 BPG przy 33.3% skuteczności z gry. Jazzmani zwolnili go przed startem kolejnego sezonu, ale Palmer wrócił do ligi w rozgrywkach 92/93 jako zawodnik zespołu z Dallas. Walter doczekał się swoich pięciu minut – 1 grudnia 1992 roku, w meczu przeciw drużynie, która wybrała go w drafcie, Palmer miał 18 punktów i 11 zbiórek. Mavs przegrali, ale trener słabiutkich Teksańczyków, Richie Adubato, powiedział później:

„Przynajmniej Palmer dobrze zagrał. Ba, zagrał wspaniale. Może znaleźliśmy wartościowego zawodnika? Szukaliśmy czegoś i może to znaleźliśmy.”

Nie znaleźli.

Palmer ostatecznie rozegrał tylko 20 meczów w koszulce Mavericks (3.0 PPG, 2.2 RPG, 0.3 BPG, 47.4% FG) i było to jego pożegnanie z ligą.

Walter Palmer kontynuował jednak karierę jeszcze przez 10 lat. Grał głównie w Niemczech, zaliczając epizody w lidze włoskiej, francuskiej, hiszpańskiej, argentyńskiej i południowo afrykańskiej. Na sportowej emeryturze został działaczem związkowym – zaczął od zorganizowania związku koszykarzy niemieckich, a potem pełni rolę sekretarza generalnego w różnych europejskich i globalnych organizacjach sportowych. Ta ścieżka doprowadziła go do jeszcze jednego comebacku do NBA – w 2014 roku NBA Players Association zatrudniło go jako dyrektora od spraw międzynarodowych i marketingu. Długo tej roli nie pełnił – zrezygnował już po roku – ale wciąż pozostaje w branży, jako konsultant.

„Nigdy nie byłem gwiazdą, ale byłem szczęśliwy, że jestem zawodowym sportowcem i grałem łącznie przez 13 lat, co było świetne. Bardzo dużo nauczyłem się od Jerry’ego Sloana. To było niesamowite. Niesamowity trener, absolutnie… Sama możliwość nauki pick-and-rolla od Johna Stocktona i Karla Malone’a procentowała przez resztę mojej kariery.”

– tak Walter Palmer wspominał niedawno swoją króciutką karierę w NBA i choć raczej się w pamięci fanów tej ligi nie zapisał, to 13-letnie zarabianie na życie grą w kosza pozostaje marzeniem naprawdę wielu sportowców.

Otagowane ,

Terrell Brandon

Terrell Brandon

Fun Fact: Z perspektywy czasu wydaje się to bardziej szalone niż było to wtedy, ale w lutym 1997 – czyli w czasie, gdy w lidze wciąż u szczytu formy byli tacy gracze jak John Stockton, Gary Payton, Tim Hardaway, Penny Hardaway, Kevin Johnson, Mookie Blaylock, coraz bardziej szanowany stawał się 23-letni Jason Kidd, a Allen Iverson miał lada moment zdobyć tytuł Rookie Of The Year – Sports Illustrated umieściło na swojej okładce Terrella Brandona i podpisało go „The Best Point Guard In The NBA”.

Terrell Brandon SI cover

SI tak pisało wówczas o Brandonie:

Prawdopodobnie najbardziej kompletny point guard w NBA i na pewno najlepszy gracz, o jakim nigdy nie słyszałeś. Brandon spędził swoje pierwsze cztery lata z Cleveland Cavaliers jako zmiennik Marka Price’a i nawet nie pisnął. Nie ma w nim nawet grama goryczy z tego powodu, żadnej frustracji. Czy mierzący tylko 5 stóp i 11 calu gracze NBA (zwłaszcza tacy, których nogi były tak bardzo zdeformowane, że lekarze chcieli je połamać i od nowa nastawiać) nie powinni być przesadnie pewni siebie, do tego stopnia, że postronni obserwatorzy uznają ich za arogantów? Cztery lata siedzenia na ławce – wiedząc jakim się jest dobrym – i zero narzekania? Przejrzyjcie gazety w poszukiwaniu jakiegoś cytatu wyrażającego niezadowolenie – nie znajdziecie go. Gdy Price odszedł w ramach transferu do Washington Bullets (teraz gra w Golden State Warriors), Brandon wziął na siebie odpowiedzialność i został powołany do reprezentacji Konferencji Wschodniej na All-Star Game.

Autor, Richard Hoffer nawiązuje tu m.in. do stanu zdrowia kilkuletniego Terrella, który na długo przed tym, gdy stał się gwiazdą NBA, musiał przez 22 godziny na dobę nosić na zdeformowanych nogach metalowe szyny. Brandon przetrwał to, przetrwał też 4 nudne lata w cieniu Marka Price’a… no, dobra, może i momenty były…

…i faktycznie miał swoje ligowe pięć minut w latach 1995-1997, gdy dwukrotnie wystąpił w Meczu Gwiazd, choć grał wówczas w brutalnie powolnym i defensywnym systemie Mike’a Fratello (87.5 punktów na mecz, 85.6 punktów przeciwników na mecz, 27 momentów, w których bardzo, bardzo chce ci się spać na mecz).

Reputacja Brandona był wówczas tak dobra, że postawiono go w jednym rzędzie z Shawnem Kempem i Vinem Bakerem w trakcie niesławnego transferu między Cavs, Sonics i Bucks. Terrell wylądował wówczas w Milwaukee, ale spowolniły go kontuzje i Kozły przed trade deadline 1999 wyekspediowały go do Minneapolis. W kolejnej trójstronnej wymianie, partycypowali jeszcze Nets, a kluby zmienili też Sam Cassell i Stephon Marbury. W Minny kontynuował dobrą grę, ale ostatecznie przegrał z kontuzjami kolan, które zmusiły go do zakończenia kariery już w wieku 31 lat.

Czy był jednak zimą 1997 najlepszym point guardem NBA? Chyba tylko w chwytliwym nagłówku Sports Illustrated. Moim zdaniem brakowało mu jednak trochę tej arogancji. Bo niczego innego.

Jak się można było spodziewać, Terrell Brandon kontynuuje spokojne, niearoganckie życie na sportowej emeryturze. Mieszka w rodzinnym Portland, gdzie m.in. ma zakład fryzjerski. W swoim barber shopie przesiaduje całe dnie, doglądając interesu i pomagając przy wszystkim, jak zwykły pracownik, bo taki to już gość. Gość, który nawet Meczu Gwiazd nie rezygnował z solidnej defensywy.

Otagowane

Otis Thorpe

Otis Thorpe

Fun Fact: To już trzeci występ Otisa Thorpe’a na MMJK, ale jeszcze ani razu nie wrzuciłem jego karty w koszulce Houston Rockets. Jako gracz Portland, Thorpe rozegrał ledwie 34 mecze, z których żadnego nie rozpoczął w pierwszym składzie (wypadł z pierwszej piątki swojej drużyny po raz pierwszy od prawie dekady). Był więc zadowolony z transferu do Detroit, ale Blazers zapewne też nie ronili łez. Podobno Otis – choć na boisku i treningach zawsze był najbardziej pracowitym graczem – w szatni wiecznie marudził, pouczał innych i obrażał się o byle co. Jeden z byłych kolegów porównał go do stereotypowej, gderającej żony.

Szkoda, że nie został w Oregonie, bo krótko po jego odejściu zaczęła się wykluwać era Jail Blazers. Otis miałby na co gderać, skoro tak to lubił.

O highlighty Thorpe’a w stroju Portland równie trudno, co o highlighty Kevina Willisa w stroju Warriors, ale jeśli ktoś ma ochotę obejrzeć sobie mecz Blazers i Suns z playoffów 1995, to nasz bohater rzucił w nim 16 punktów (o jeden mniej niż ówczesny kolega z ławki, Jerome Kersey).

Otagowane

Scottie Pippen

Scottie Pippen

Fun Fact: Jak czytamy na odwrocie tej karty, Scottie Pippen sekretnie marzył o byciu hodowcą psów. Znacznie mniej sekretnie marzył jednak w trakcie sezonu 94/95 o transferze…

Wyobraźcie sobie taką sytuację dzisiaj? Mega-gwiazda, w trakcie ogólnokrajowej transmisji z meczu, na luzie mówi – siedząc na cholernej ławce rezerwowych! – że w zasadzie nie wyobraża sobie dalszej gry dla swojej drużyny. To jest dopiero żądanie transferu a nie jakaś tam zakulisowa Kyrie-drama.

Ten trade do Suns, który Craig Sager sageruje sugeruje na wstępie, był tylko luźną plotką, ale mówiło się wówczas, że Bulls mieli otrzymać w zamian Dana Majerle, Wesleya Persona i picki. Mam tę wymianę na siódmym miejscu w TOP 10 ulubionych plotek transferowych dotyczących Pipa.

Oczywiście znamy wszyscy dalszy ciąg tego filmiku – miesiąc później do NBA wrócił Jordan, Pippen się zamknął, Jerry’emu Krause kazano się uspokoić (choć długo nie wytrzymał i już latem 1997 znów próbował opchnąć Scottie’ego) a Bulls zdobyli jeszcze trzy tytuły mistrzowskie.

Pippen nie doczekał się upragnionej podwyżki od Byków. Dostał ją dopiero w 1998 roku od Rockets.

Otagowane