Isiah Thomas

Isiah Thomas

Fun Fact: Isiah Thomas tyle przegrał w swojej karierze jako działacz, że wiele osób zapomniało, jak dobry był jako koszykarz. Tak dobry, że dość łatwo można włączyć go do grona 5 najlepszych point guardów w historii ligi.

2 mistrzostwa, 12 Meczów Gwiazd, 3 razy w All-NBA 1st Team, w szczytowym momencie kariery średnie na poziomie 21 punktów i 14 asyst oraz ponad 4 zbiórek i 2 przechwytów, 25 punktów w czwartej kwarcie meczu finałów NA SKRĘCONEJ KOSTCE, średnie 28/5/7 w Finałach 1990, ujście z życiem ze spotkania z łokciem Karla Malone’a – jak dla mnie „fejm” się zgadza.

Karierę zakończył przedwcześnie, w wyniku zerwanego ścięgna Achillesa, w 1994 roku. Choć w latach 90 zaczął spuszczać nieco z tonu, to w tejże dekadzie (liczonej, jak zawsze, od sezonu 89/90 do 98/99) był jednym z ledwie pięciu koszykarzy, którzy mogą się pochwalić łącznymi średnimi wynoszącymi minimum 17 punktów, 8 asyst i 3 zbiórki – oprócz niego, członkami tego klubu są Magic Johnson, Kevin Johnson, Tim Hardaway i Damon Stoudamire.

Otagowane

Bobby Hurley

Bobby Hurley

Disappointing Fact: Na liście największych rozczarowań w historii Sacramento Kings wypadek samochodowy Bobby’ego Hurleya, który załamał karierę obiecującego point guarda z siódmym numerem Draftu 1993 po ledwie 19 meczach w debiutanckim sezonie, plasuje się mniej więcej na 7 miejscu. Tuż za nim jest rezygnacja z usług Isaiah Thomasa, żeby móc podpisać kontrakt z Darrenem Collisonem, los wszystkich kingsowych picków w loterii draftu od 2012 roku, do dziś. Przed nim – dramat Maurice’a Stokesa, DeMarcus Cousins za garść koralików z mardi gras (to już chyba Indianie wyszli lepiej na transferze Manhattanu w ręce Holendrów), transfery Oscara Robertsona i Jerry’ego Lucasa (o ile Buddy Hield i pick z tegorocznego draftu zostaną w Sacto dłużej niż rok, to Kings skorzystają na dealu DMC-do-Pels więcej niż na transferach swoich megagwiazd z lat 60, bo żaden z czterech gości pozyskanych w zamian nie rozegrał nawet pełnego sezonu w stolicy Kalifornii), szósty mecz Finałów Konferencji Zachodniej z 2002 roku i czwarty mecz Finałów Konferencji Zachodniej z 2002 roku.

Fun Fact: Bobby – podobnie jak „funfel” z czasów Duke, Christan Laettner – ma polskie korzenie, dzięki mamie, Christine Ledzion. Przed wypadkiem zdążył nakręcić reklamówkę dla nowej marki obuwia sportowego In The Zone, która padła miesiąc po jego wypadku.

Otagowane

Glenn Robinson

Glenn Robinson

Fun Fact: 68 milionów dolarów płatne w 10 lat, to wciąż najwyższy kontrakt debiutancki w historii (gdy David Stern się o nim dowiedział, błyskawicznie przeforsował sztywne stawki kontraktowe dla debiutantów), choć Big Dog Robinson myślał, że namówi Bucks na zagwarantowanie mu 100 milionów. Cóż, Bucks też myśleli, że dostaną getto-wersję Larry’ego Birda, a nie Rudy’ego Gaya. Mnie jego rozczarowująco nie-mega-gwiazdorska kariera zawsze przygnębiała, ale i tak podtrzymuję zaproszenie dla Glenna na ławkę mojej All-Time Favorite Team

Otagowane

Clyde Drexler

Clyde Drexler

Fun Fact: Choć Clyde Drexler był jednym z najbardziej niesamowitych ligowych lotników z lat 80 i 90, to w Konkursach Wsadów nigdy nie dokonał niczego pamiętnego. Nie żeby nie próbował – w Slam Dunk Contest wystartował aż 5 razy, co – razem z Dominique’iem Wilkinsem – czyni go rekordzistą pod tym względem. Poniższe wideo prezentuje jego najlepszy występ w ramach tych zawodów – w 1989 roku zajął drugie miejsce ustępując tylko Kenny’emu „Sky” Walkerowi (ale nawet wtedy rozczarował, pudłując dwa pierwsze dunki finałowe i rezygnując z trzeciej próby nie mając już szansy na zwycięstwo).

Gracja Drexlera jest tu doskonale widoczna, ale to, co porywało wszystkich w meczach, nie robiło wrażenia na sędziach SDC. Poza wsadowym wicemistrzostwem sprzed 28 lat, konkursowy dorobek Szybowca to przedostatnie miejsce w 1984, ostatnie w 1985, czwarte w 1987 i trzecie w 1988. Tendencja była wznosząca, ale jak na takiego profesora w umieszczaniu piłki w koszu z góry – czegoś tu brakuje. Może po prostu odrobiny złych manier, które musi posiadać każdy showman.

W tej sytuacji największym pozameczowym dunkowym wyczynem Drexlera jest zwycięstwo w nietypowym konkursie zorganizowanym przez Portland Trail Blazers przy okazji rozgrywanego na świeżym powietrzu meczu pokazowego w sierpniu 1989. Po każdej rundzie wsadów organizatorzy podwyższali obręcz. The Glide jako jedyny zapakował do kosza umieszczonego na wysokości 354 centymetrów (drugie miejsce zajął nikt inny jak Jerome Kersey, zaliczając jako ostatnią wysokość 350 centymetrów).

Otagowane

Jayson Williams

Jayson Williams

Fact: Choć Jayson Williams był wyróżniającym się elementem krajobrazu NBA lat 90, to jeszcze nigdy nie pojawił się na tym blogu, bo do pisania o nim zniechęcała mnie ta cała historia z nieumyślnym zabójstwem swojego szofera (nie żeby mnie to powstrzymało od tematycznych żartów). Skreśliłem Williamsa, nawet nie jako mordercę, a po prostu idiotę. (no bo nawet pomijając machanie po pijaku naładowanym shotgunem, to kto nazywa córki Tryumph i Whizdom?). Nie zastanawiałem się zbytnio nad tym, jak to zajście, prawie dekada spędzona w sądach i ponad dwa lata w więzieniu, wpłynęło na życie Williamsa, a wpłynęło w sposób, w jaki nietrudno można sobie było wyobrazić – były gracz Sixers i Nets stracił rodzinę, przyjaciół, mnóstwo pieniędzy i grunt pod nogami popadając w alkoholizm.

Kto wtedy wyciągnął do niego rękę?

Charles Oakley.

I nie, nie po to, aby wymierzyć mu Liścia Zagłady.

Oak – o którym od wczoraj znowu głośno z powodu rozróby na trybunach Madison Square Garden – zakumplował się z Jaysonem jeszcze w czasach, gdy obydwaj należeli do ścisłego grona najlepiej zbierających koszykarzy NBA. Gdy Williams staczał się i wszyscy jego kumple go opuszczali, Oakley regularnie sprawdzał jak radzi sobie były rywal. Na początku 2016 roku Jayson był w bardzo złym stanie i wtedy wybrał w telefonie numer Oaka. Ten wskoczył w auto, pojechał z Cleveland na Florydę i pomógł znaleźć Williamsowi odpowiedni ośrodek odwykowy. Od tego czasu codziennie wysyła mu smsy, dzwoni kilka razy w tygodniu i regularnie wpada w odwiedziny, przy okazji gotując dla wszystkich mieszkańców domu trzeźwości, w którym mieszka Jayson.

Taki na co dzień jest Charles Oakley. Oczywiście nie dla wrogów…

Jasne, Oak nie powinien przepychać się z wykonującymi swoją pracę ochroniarzami, ale tak to już jest z twardzielami – gdy otacza ich kilku barczystych facetów, włączają im się instynkty obronne.

Poza tym poszło pewnie o to, że były gracz Knicks rzucił jakiś niewybredny komentarz w kierunku siedzącego nieopodal właściciela nowojorskiego klubu, Jamesa Dolana, a ma do tego prawo bo:

a) Dolan to buc;

b) Knicks załatwiają liczne fuchy wszystkim byłym graczom, zapewniają im darmowe bilety i regularnie oddają hołd w przerwach meczów, ale Oakleya zawsze pomijają, bo w odróżnieniu od innych klubowych legend „mówi jak jest”, od dawna krytykując reżim Dolana, który z kolei otacza się tylko klakierami;

c) Dolan to buc.

Sprawę pozwolę sobie podsumować wyczerpującym temat komentarzem autorstwa LeBrona Jamesa:

Zmierzam do tego, że tak jak nie należy wyrabiać sobie opinii o Charlesie Oakleyu na podstawie jednej niefortunnej sytuacji, tak niesłuszne jest potępianie Jaysona Williamsa za jeden, tragicznie idiotyczny wypadek i chorobę alkoholową.

Trzymam kciuki za jego trwanie w trzeźwości.

Chociażby dlatego, żeby nie denerwować Oaka…

Otagowane ,

Tim Thomas

Tim Thomas

Fun Fact: Jeden z największych niezrealizowanych talentów. Nie był może totalnym niewypałem, ale fakt, że gość o jego potencjale i wachlarzu umiejętności (jak lubili mawiać jego fani z liceum i pierwszego roku studiów – wcale przy tym nie przesadzając – podawał jak PG, rzucał jak SG, biegał jak SF, zbierał jak PF i blokował jak C) nigdy nie rzucał więcej niż 15 punktów na mecz w sezonie to ordynarne marnotrawstwo. To powinien być drugi Kevin Garnett, albo pierwszy Kevin Durant – zamiast tego, statystyczne kombajny od Basketball Reference porównują jego karierę do karier takich graczy jak Danny Ferry, Kurt Rambis, Matt Bonner, Chris Gatling czy – i to najbardziej nobilitujące z dostępnych porównań – Cliff Robinson.

W późniejszej fazie kariery został specem od trójek (i od nie lubienia Kenyona Martina), ale nigdy mu nie wybaczę, że jego brak ambicji pozbawił nas regularnych dostaw takiej gry:

Fun Fact Deux: Nie wiem, kiedy następnym razem będę pisał o TT (bo w sumie mało ninetiesowa postać), więc jeszcze dorzucę ciekawostkę, że przed przyjściem do NBA grał z numerem 3 na koszulce, na cześć ulubionego koszykarza – Drażena Petrovicia.

Otagowane

Stuart Gray

Stuart Gray

Fun Fact: Stuart Gray – który zanim rozegrał 27 spotkań w koszulce Knicks na początku lat 90, był przez 5 sezonów graczem Pacers, spędzając też pół sezonu w Charlotte – jest jedynym koszykarzem NBA urodzonym w Strefie Kanału Panamskiego. W szkole średniej uważano go za wielki talent – podczas licealnych turniejów dla najlepszych zawodników zdarzało mu się przyćmiewać Patricka Ewinga. Niestety potem okazało się, że mierzący 7 stóp center ma w zwyczaju obżerać się pizzą i narzekać, stąd jego trzyletnia kariera w UCLA rozczarowała wiele osób. Potencjału wystarczyło na wybór na początku drugiej rundy słynnego Draftu 1984 (ten z Michaelem Jordanem… no i z Jerome’em Kerseyem, ma się rozumieć…), ale nawet te jego resztki nie zostały zrealizowane w Indianapolis, gdzie Gray rzadko przebywał na parkiecie dłużej niż 10 minut na mecz.

Choć w przeliczeniu na 36 minut wykręcał double-double, jego ogólną przydatność podsumowuje cytat z jednego z amerykańskich „skarbów kibica” z lat 80: „Urodzony w Strefie Kanału Panamskiego – nic dziwnego, że ją oddaliśmy”. Lektura odwrotu jednej z jego kart informuje nas o jego popisowym numerze – zablokowaniu w jednym z meczów obydwu Bliźniaczych Wież, czyli zarówno Hakeema Olajuwona, jak i Ralpha Sampsona. Z drugiej strony jednak na jego pierwszej karcie wydrukowano zdjęcie nie Graya, a klubowego kolegi Tony’ego Browna – chyba więc nie wybijał się na tyle często, by producenci kart go kojarzyli…

grayrc

(fot. Beckett.com)

Bonus Fun Fact: Stuart Gray, jak już wspomniałem, jest jedynym graczem NBA, który urodził się w Strefie Kanału Panamskiego, ale nie jedyną pochodzącą stamtąd osobą związaną z ligą – dziewięć lat po nim, w tym samym miejscu urodziła się prezenterka koszykarskich programów ESPN, Sage Steele.

Otagowane ,

Mark Price

Mark Price

Fun Fact: Mark Price jest być może najbardziej zapomnianą gwiazdą lat 90. Choć sprawił, że Cleveland Cavaliers otarli się o bycie największym rywalem chicagowskich Byków, to spadek formy związany z kontuzjami w końcowej fazie kariery (w rozgrywkach 95/96 pojawił się tylko w 7 meczach nowej drużyny, Washington Bullets, a już dwa sezony później był zmuszony zakończyć karierę w wieku 33 lat) nie przysłużył się jego legendzie. Legendzie, na którą składa się, wybór do All-NBA First Team w 1993 roku (oraz, trzykrotnie, do 3rd Team), 4 występy w Meczu Gwiazd, złoty medal MŚ 1994 z Dream Teamem II, dwa tryumfy w Three Point Contest, bycie drugim w historii NBA członkiem klubu 50-40-90 (chodzi oczywiście o procent celności rzutów z gry-dystansu-osobistych) i posiadanie zupełnie niereformowalnej fryzury.

Sukcesy Price’a robią podwójne wrażenie, gdy weźmiemy pod uwagę, że wyglądał nie jak zawodowy koszykarz, a jak ministrant. Talent, sokole oko i spryt pomagały mu jednak dominować wśród najlepszych atletów ligi.

Po zakończeniu 12-letniej kariery Price zajął się trenerką – po zbieraniu szlifów na szczeblu szkolnym i epizodzie w roli komentatora meczów Cavs i Hawks, nasz bohater doczekał się posady w NBA, jako konsultant rzutowy w Memphis Grizzlies w sezonie 07/08. Współpracował też m.in. z Celtics i mówiło się wtedy, że to jemu należy dziękować za progres w umiejętnościach rzutowych Rajona Rondo w 2010 roku (choć nie wiem, czy jest się czym chwalić). Był członkiem sztabu trenerskiego (kolejno) Warriors, Magic i Bobcats, a od 2015 roku jest głównym coachem na uniwerku UNC Charlotte, gdzie trenuje m.in. swojego syna, Hudsona.

Lista największych sukcesów w zawodowej karierze Kevina Johnsona to – w tej kolejności – awans do Finałów 1993 z Suns, utrzymanie Kings w mieście jako burmistrz Sacramento i pchnięcie Marka Price’a do zostania gwiazdą NBA, bez której lata 90. nie byłyby takie same…

Otagowane

Charles Smith

Charles Smith

Fun Fact: Gdyby chcieć ująć karierę Charlesa Smitha dwoma słowami, to to drugie słowo brzmiałoby „mać”. A przynajmniej takich słów użyliby kibice New York Knicks, dla których Smith będzie już na zawsze kojarzył się z być może najboleśniejszą porażką w historii ich ukochanego klubu – w piątym meczu Finałów Konferencji Wschodniej z 1993 roku z Bulls. Ta wygrana w MSG dała Bykom prowadzenie 3-2 i awans do Finałów w następnym, rozgrywanym u siebie meczu, mimo iż Knicks zaczęli półfinały od prowadzenia 2-0. Wielu uważa, że to była najsilniejsza drużyną jaką Knicks zebrali w latach 90. i że jedyne co powstrzymało ich w tamtym roku od upragnionego mistrzostwa (i, co być może wielu fanów ceniłoby nawet bardziej, utarcia nosa znienawidzonemu Jordanowi), to właśnie nieporadny popis Charlesa Smitha w ostatnich sekundach wspomnianego starcia półfinałowego z Bulls.

Niby możecie zobaczyć tę akcję w poprzednim smithowym występie na MMJK, ale ponieważ fani Knicks to znani masochiści – przeżyjmy to jeszcze raz…

… mać!

To klasyczny przykład pecha Knicksów, zwłaszcza, że Charles Smith grając wcześniej w Clippers miał zadatki na gwiazdę, zdobywając po 20 punktów w meczu na przestrzeni dwóch sezonów, w tym ponad pięćdziesiąt w jednym spotkaniu (jego 52 punkty to do dziś rekord klubowy). Nie poradził sobie jednak z przestawieniem się z pozycji silnego skrzydłowego na małego skrzydłowego, której oczekiwali od niego Knicks, oraz z powrotem do pełni formy po operacji kolana (33 opuszczone mecze w sezonie 91/92). Już cztery lata po nieszczęsnym zagraniu kontuzja zmusiła go do zakończenia kariery. Cztery lata i dwa mecze za późno – pomyślą pewnie niektórzy.

Jeśli jednak myślicie, że koszykarska wersja skeczu Benny’ego Hilla ze starcia z Bulls, to najczarniejszy wpis w jego sportowym CV – jesteście w błędzie. W 2014 roku przebił ten wyczyn wybiegając na boisko w Korei Północnej, jako jeden z błędnych rycerzy Dennisa Rodmana, dołączając do pokaźnego grona rzeczy, na które patrzył Kim Dzong Un.

Otagowane

Mark Eaton

Mark Eaton

Fun Fact: W latach 90, Mark Eaton pełnił rolę gracza drugoplanowego, ale tylko dlatego, że na początku tamtej dekady kończył karierę (w 1993 roku) – w poprzedniej zahaczał bowiem o status gwiazdy. Zwieńczeniem tej tendencji był wybór do All-Star Game w 1989 roku, a najważniejszym wydarzeniem – dwukrotne zdobycie nagrody Defensive Player Of The Year za bycie jedną z najbardziej przerażających bestii patrolujących pole trzech sekund. Rudy Gobert, ma komu dorównywać w sercach fanów Jazz, bo do tej pory jeszcze żaden gracz Utah nie przeskoczył poprzeczki ustawionej przez Wielkiego Marka… No, chyba że dosłownie…

Choć w ataku był lekko nieporadny, Eaton nadrabiał wszystkie braki w obronie. Oj, nadrabiał – do dziś jest rekordzistą NBA pod względem średniej bloków na mecz z całej kariery (3.5), ilości bloków w jednym sezonie (456 – w tamtym sezonie, 84/85, miał ponad dwa razy większą średnią czap niż drugi w klasyfikacji Hakeem Olajuwon: Eaton notował ich 5.6, „The Dream” – 2.7), a także zajmuje czwarte miejsce na liście wszech czasów za Hakeemem Olajuwonem, Dikembe Mutombo i Kareemem Abdul-Jabbarem, którzy po prostu grali zdecydowanie dłużej niż center Utah, stąd ich nieznaczne prowadzenie. Prawdopodobnie przewodzi jednak lidze, pod względem bloków zaliczonych bez odrywania stóp od parkietu…

Otagowane