Tom Garrick

Tom Garrick

Fun Fact: Ten wpis pozbawiony jest ładunku nostalgii, który towarzyszy zdecydowanej większości publikacji na blogu, bo Toma Garrick najzwyczajniej w świecie nie pamiętam z czasów dziecięcej/młodzieńczej fascynacji ligą NBA. Nie znaczy to jednak, że nie odcisnął na lidze żadnego piętna i że nie warto o nim napisać.

Garrick był rezerwowym obrońcą Clippers (nominalnie był shooting guardem, ale przy nieco mikrym jak dla dwójki wzroście 6 stóp i 2 cali zmuszony był pomagać na rozegraniu) w „erze” Gary’ego Granta, czyli latach 1988-91 (Grant rolę pierwszego point guarda ostatecznie stracił rok później). W pierwszym i drugim sezonie w lidze (do której trafił z 45. numerem Draftu 1988, dwa miejsca przed Vernonem Maxwellem, trzy przed Michealem Williamsem, pięć przed Steve’em Kerrem i osiem przed Anthonym Masonem) 42 razy wystąpił w pierwszej piątce, ale potem zaczął spędzać na parkiecie zauważalnie mniej czasu i latem 1991 został zwolniony.

Rozgrywki 91/92 – które miały okazać się jego ostatnimi w NBA (karierę kontynuował w CBA, Niemczech, Turcji i Hiszpanii) – podzielił między San Antonio Spurs (19 meczów), Minnesota Timberwolves (15) i Dallas Mavericks (6). Ostrogi na początku sezonu tkwiły w negocjacyjnym impasie z zastrzeżonym wolnym agentem Rodem Stricklandem, który chciał wieloletni kontrakt warty ponad 2 miliony dolarów za sezon, ale po 80 dniach sezonu i 24 opuszczonych meczach zgodził się na roczną umowę i 1.3 miliona pensji. W czasie jego nieobecności Garrick dostawał prawie 20 minut w meczu, zaliczając niejeden solidny występ…

Chyba najfajniejszy „michałek” związany z jego dorobkiem w NBA, to pierwsze miejsce na liście graczy, którzy oddali w sezonie zasadniczym największą ilość rzutów trzypunktowych bez ani jednego trafienia. Czołówka tej listy ma kilka zaskakująco elitarnych smaczków i prezentuje się następująco:

Query Results Table
Crit Crit Tota
Rk Player Season Age Tm 3P 3PA G
1 Tom Garrick 1990-91 24 LAC 0 22 67
2 Magic Johnson 1982-83 23 LAL 0 21 79
3 Gene Banks 1985-86 26 CHI 0 19 82
4 Billy McKinney 1981-82 26 DEN 0 17 81
5 Darrell Walker 1984-85 23 NYK 0 17 82
6 LaMarcus Aldridge 2015-16 30 SAS 0 16 74
7 Doc Rivers 1985-86 24 ATL 0 16 53
8 Kenny Thomas 2001-02 24 HOU 0 16 72
9 John Bagley 1982-83 22 CLE 0 14 68
10 Grant Hill 1998-99 26 DET 0 14 50
11 Todd Lichti 1989-90 23 DEN 0 14 79
12 Darius Miles 2002-03 21 CLE 0 14 67
13 Tim Perry 1994-95 29 PHI 0 14 42
14 Chris Webber 1993-94 20 GSW 0 14 76
Provided by Basketball-Reference.com: View Original Table
Generated 4/19/2018.

Nie jest to jednak jedyny przypadek, w którym Tom Garrick trafia do jednego statystycznego worka z Magikiem Johnsonem. Obydwaj są też członkami wąskiego grona koszykarzy, którzy w meczu sezonu zasadniczego NBA zaliczyli przynajmniej 22 punkty, 18 asyst, 5 zbiórek i 3 przechwyty:

Query Results Table
Player Date Tm Opp MP FG% 3P 3P% FT% TRB AST STL BLK TOV PTS
Ricky Rubio 2017-03-13 MIN WAS W 39 .533 2 .400 1.000 5 19 3 0 6 22
Chris Paul 2006-12-01 NOK CHI L 48 .462 1 .500 .800 11 18 5 1 7 25
Baron Davis 2006-11-16 GSW SAC W 45 .600 2 .400 1.000 8 18 3 0 8 36
Sherman Douglas 1994-04-03 BOS @ PHI W 46 .722 0 .500 8 22 3 0 4 27
John Stockton 1991-01-29 UTA ATL W 35 .615 1 1.000 .800 5 19 3 1 3 25
Magic Johnson 1990-11-06 LAL POR L 49 .500 1 .250 1.000 6 22 3 0 5 24
Tom Garrick 1990-03-30 LAC ATL L 41 .800 0 .000 1.000 5 18 3 0 4 22
Magic Johnson 1989-11-17 LAL DEN W 40 .462 1 .333 1.000 8 24 6 1 3 24
John Stockton 1988-04-23 UTA HOU W 42 .818 1 1.000 1.000 5 18 3 1 4 27
John Stockton 1988-03-14 UTA @ DEN W 45 .714 1 1.000 .750 5 20 3 0 4 24
Magic Johnson 1987-03-22 LAL SAC W 40 .571 1 1.000 .800 12 19 3 1 5 33
Fat Lever 1985-04-10 DEN @ LAC L 39 .500 1 1.000 1.000 7 18 4 0 3 26
Magic Johnson 1984-12-19 LAL @ HOU W 44 .588 0 .000 1.000 6 20 4 0 4 26
Fat Lever 1984-11-06 DEN @ LAL W 37 .611 0 1.000 6 18 4 0 2 24
Johnny Moore 1983-12-10 SAS WSB W 41 .563 2 1.000 .667 8 20 5 0 3 22
Magic Johnson 1983-11-17 LAL CLE W 37 .615 0 .000 .700 9 22 3 1 2 23
Rick Barry 1976-11-30 GSW @ CHI W 42 .500 .889 5 19 5 1 28
Provided by Basketball-Reference.com: View Original Table
Generated 4/19/2018.

Jak widać, cztery sezony i 251 meczów Garricka w NBA nie były zupełnie bez historii.

Reklamy
Otagowane

Robert Traylor

Robert Traylor

Fun Fact: Jeśli w artykule na twój temat w Sports Illustrated pojawiają się takie cytaty jak…

Jessie Mae ukroiła mu [11-letniemu Robertowi Traylorowi] kawałek ciasta, ale gdy je podała, zaczął grymasić. „Babciu!”, powiedział, „nie wiesz, że gdy mówię, że chcę kawałek ciasta, to tak naprawdę chcę całe?!”.

…oraz…

Specjalny program kondycyjny obniżył ilość tkanki tłuszczowej u Traylora o połowę, do 12%. „Odbudowałem swój silnik”, mówi. „Teraz mogę grać przez 15 minut bez konieczności zjazdu na parking.”

…to – moim zdaniem – twoja kariera nie zapowiada się najlepiej.

Ale ja nie jestem GM’em drużyny NBA.

Oni w Drafcie 1998 nie tylko wybrali Roberta Traylora z numerem szóstym, ale też wymienili go od razu na Dirka Nowitzkiego (tuż po wyborze w drafcie – gdy wszyscy już wiedzieli jak ryzykowna jest nadwaga Tractora – wyemitowano w Inside The NBA segment, w którym kamery towarzyszą mu podczas wizyty w domu babci, gdzie stoły wprost uginają się od jedzenia…)

Oczywiście nie zmienia to faktu, że tak jak i oni, tak i ja byłem zakochany od pierwszego wejrzenia w kolesiu, który miał siłę, mobilność i fantazję Shaquille’a O’Neala.

Niestety także ważył tyle co Shaq, mając ok. 15 centymetrów wzrostu mniej i był takim samym lekkoduchem, tyle że bez zdarzającego się raz na dekadę talentu pozwalającego ukryć brak wygórowanych ambicji.

Choć George Karl nazwał go „najlepszym debiutantem jakiego trenował” i w skróconym przez lokaut sezonie 98/99 wystawiał go regularnie w pierwszej piątce, rookie Tractor nie odpalił. Średnie 5.3 PPG, 3.7 RPG, 0.9 BPG praktycznie wyznaczyły górną granicę wkładu, jaki Traylor był zdolny wnieść do ligi (choć wszystkie te cyferki udawało mu się potem nieznacznie przekroczyć). Na camp przed drugim swoim rokiem w NBA Robert stawił się z nadwagą, czym zawiódł zaufanie trenera Karla. Po rozczarowującej kampanii Bucks oddali go do Cavs, którzy po sezonie wysłali go do 76ers. W Mieście Braterskiej Miłości nigdy jednak nie zagrał, bo jeszcze przed rozgrywkami 01/02 opchnięto go do Hornets, gdzie – grając po 12 minut w meczu – spędził trzy lata, wracając potem do Cleveland, gdzie trwała już era LeBrona Jamesa. Era Tractora Traylora skończyła się po tamtym jednym sezonie u boku Króla.

Trzeba wspomnieć, że pożyteczny w ograniczonych minutach Traylor mógł pograć dłużej, ale problemy z sercem, które zmusiły go do przejścia operacji (a w 2011 roku były przyczyną śmierci w wieku 34 lat) wybiły go z rytmu i nawet gdy dostał zielone światło dla powrotu na parkiety, nie udało mu się powrócić na poziom NBA (kontynuował karierę w Hiszpanii, Włoszech, Meksyku i Portoryko).

Choć Robert to gracz bardziej z lat zerowych, niż dziewięćdziesiątych, to jednak tak naprawdę relewantny był tylko przez ten krótki czas po wyborze w Drafcie 1998, zanim po debiutanckim sezonie wszyscy mocno obniżyli swoje oczekiwania względem niego. Tylko w latach dziewięćdziesiątych, ksywka „Tractor” wywoływała na twarzy szczery uśmiech, zamiast uśmiechu politowania.

Niestety nie mogę nawet znaleźć żadnego konkretnego highlightu z nim w koszulce Milwaukee Bucks, więc całą jego ninetiesową spuściznę stanowi w tym momencie epizod w tej reklamie Nike, w którym post-upuje… krowę:

Otagowane

Greg Anthony

Greg Anthony

Fun Fact: Koszykarski dorobek Grega Anthony’ego nie jest kontrowersyjny.

Wybrany w Drafcie 1991 z numerem 12 (jako trzeci w tamtym naborze zawodnik UNLV Runnin’ Rebels, po Larrym Johnsonie – pick #1 – oraz Stacey Augmonie – pick #9), niemal od samego początku stał się solidnym zmiennikiem na pozycji point guard. Nawet, gdy w końcu stał się pierwszym rozgrywającym drużyny NBA, był to wyjątek potwierdzający regułę, jako że zespołem, który zaoferował mu tę rolę byli debiutujący w lidze Vancouver Grizzlies. Poza latami 1995-97 spędzonymi w Kolumbii Brytyjskiej i połowie rozgrywek 01/02 – gdy został dokooptowany do tankujących Bulls – zawsze był jedynkowym zapasem. I to bardzo cenionym, bo choć nigdy nie był dużym zagrożeniem w ofensywie, to po bronionej stronie parkietu brylował.

Nie znaczy to jednak, że kariera Grega Anthony’ego pozbawiona była kontrowersji.

Już jako rookie bezpardonowo sfaulował Michaela Jordana i prawie wdał się z nim w bójkę. Jordan potem korzystał z każdej okazji, aby wyżyć się na Anthonym…

…a po jego kolejnym twardym faulu, w drugim meczu Finałów Konferencji Wschodniej z 1993 roku, MJ groził, że dorwie gracza Knicks w ciemnej alejce. Historię tego beefu streszcza poniższe wideo…

Jakby tego było mało, Greg Anthony, jeszcze w sezonie regularnym 92/93 wziął udział w jednej z niesławnych boiskowych bójek lat 90… mimo że wtedy nie grał. Przeżyjmy to jeszcze raz, wraz z uwerturą w postaci wstępnej przepychanki:

Zachowanie rozgrywającego Knicks i ostra krytyka z jaką się spotkało, zainspirowało ligę do wprowadzenia bezwzględnego zakazu opuszczania ławki przez graczy rezerwowych podczas boiskowych bójek, który cztery lata później, z pełną mocą, zemścił się na zespole z Nowego Jorku.

Kto jednak nie miałby ochoty dać komuś w ryj, gdyby ktoś kazał mu nosić taką koszulę, jaką miał na sobie w Phoenix Greg Anthony, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Otagowane

Dontonio Wingfield

Dontonio Wingfield

Fun Fact: Tak naprawdę, to chyba nigdy nie widziałem Dontonio Wingfielda w akcji, poza tym jednym razem w czasie zestawienia najlepszych akcji tygodnia z sezonu 97/97 (miejsce piąte)…

…ale gdy jako dzieciak spędzasz całe dnie na przeglądaniu swoich kart koszykarskich, to nazwisko takie jak „Dontonio Wingfield” zapada ci w pamięć, zwłaszcza, że kojarzy się z eurodance’owym hitem, który rządził na listach przebojów w tym samym roku, w którym Seattle Supersonics wykorzystali 37. pick w drafcie na Wingfielda…

Dżizas. Trzeba to będzie wydrapać z uszu drucianą szczotką…

Niestety kariera Dontonio nie okazała się tak chwytliwa.

To był klasyczny przypadek gracza nie gotowego psychicznie na realia dorosłego życia, który jednak nie miał szansy dorosnąć i pozbierać się na parkiecie, bo jako 24-latek był już fizycznie niezdolny do profesjonalnego uprawiania sportu w wyniku wypadku. Ba – po złamaniu czterech kręgów i bioder, cieszono się, że w ogóle może chodzić.

W czasie lokautu w 1998 roku, Wingfield miał już wstępnie nagraną rozmowę o pracę z Washington Wizards, którzy szukali power forwardów po transferze Chrisa Webbera.

To miała być jego „druga” szansa, po niemal nieistniejącym sezonie debiutanckim 94/95 (81 minut w koszulce Sonics), zmarnowanej okazji na więcej minut po wyborze w expansion drafcie przez Toronto Raptors (nie wiem czy nie chciał grać w Kanadzie, czy to oni nie walczyli o niego, ale stronom nie udało się dojść do porozumienia w sprawie kontraktu) i trudnej sytuacji w Portland Trail Blazers, gdzie spędził dwa pełne sezony, ale upchnięty w rotacji za Rasheedem Wallace’em, Garym Trentem i Cliffem Robinsonem, walcząc o minuty z utalentowanym Jermaine’em O’Nealem.

Jego plany pokrzyżował jednak nie tylko wypadek.

Po latach przyznał, że w tamtym czasie z powodu stresu praktycznie nie sypiał, przytłoczony lękiem przed porażką oraz statusem niespełnionego talentu po gwiazdorskiej karierze w szkole średniej i udanym jednym roku na Uniwersytecie Cincinnati. Sfrustrowany, w czasie rozgrywek 96/97 odmówił wyjścia na parkiet w czasie śmieciowych minut.

Do tego dochodził temperament, który idealnie pasował do Jail Blazers.

Papę Kempa mógł zawstydzić spłodzeniem dziewięciorga dzieci, w tym trójki jeszcze w szkole średniej. Jako 19-latek spędził tydzień w więzieniu za bójkę z policjantem. Już po tym, jak Blazers zwolnili go po trzech meczach sezonu 97/98, latem 1998 roku poturbował dwóch policjantów, wezwanych aby przerwać jego kłótnię z dziewczyną, łamiąc palec jednego z nich. Za opór przy aresztowaniu i napaść został jesienią 1999 skazany na rok więzienia. Wyrok wysłuchał oparty o kule, bo wciąż nie odzyskał pełni sprawności po wypadku z listopada 1998.

Cztery miesiące w łóżku szpitalnym, dwanaście za kratkami i niezliczona ich ilość poświęcona rehabilitacji wreszcie naprostowały Wingfielda, który zaczął pracę jako trener młodych koszykarzy oraz pomagał przy różnych społecznych inicjatywach pomagających dzieciakom z jego rodzinnych stron uniknąć wejścia na ścieżkę przestępczą. Uczestnikom swoich obozów treningowych opowiada o sukcesach na szczeblu szkolnym (do dziś wiele osób uważa go za największy licealny talent w historii stanu Georgia) i pokazuje swoje karty koszykarskie, te same, które ja oglądałem prawie ćwierć wieku temu.

Otagowane

Pooh Richardson

Pooh Richardson

Fun Fact: Kończąc tryptyk postów zainspirowanych aktualnymi wydarzeniami w NBA (wcześniej wspominałem o kolejnym awansie Spurs do playoffów i rekordzie Rockets), pozwolę sobie pogratulować Minnesocie Timberwolves, która wilczym swędem znalazła się w najlepszej ósemce zespołów Konferencji Zachodniej, po raz pierwszy od 13 sezonów (co jest drugą najdłuższą taką bessą w historii, po 15 bezproduktywnych sezonach Clippers w latach 1976-1991).

Gratulacje będą w formie wpisu o pierwszym graczu wybranym przez Wilki w drafcie do NBA, który do dziś jest rekordzistą klubu pod względem łącznej liczby asyst w jednym sezonie (734 w 90/91). Pooh Richardson wielkiej kariery nie zrobił, bo nigdy nie nauczył się rzucać i bronić na przyzwoitym poziomie. Niefortunna w języku angielskim ksywka „Pooh” (wzięta oczywiście od Kubusia Puchatka, but still) pewnie też nie pomagała, no bo w czym może pomóc, że wołają na ciebie „kupah” z niemym „h”.

Jerome – bo tak naprawdę miał na imię – zapowiadał się przez moment: w swoim drugim i trzecim sezonie wykręcał dla Minny średnie na poziomie 17 punktów i 9 asyst, ale Wolves wysłali go do Indianapolis (razem z Samem Mitchellem) za Micheala Williamsa i Chucka Persona, gdzie zaczął zmywać się z ligowym tłem. Proces ten postępował po transferze do Los Angeles Clippers latem 1994 (wówczas razem z nim, za Marka Jacksona i Grega Minora, wymienieni zostali Malik Sealy i Eric Piatkowski). Gdy gorsze dziecko Miasta Aniołów awansowało niespodziewanie do playoffs w 1997 roku, Pooh nie był już nawet point guardem pierwszej piątki (średnie 5.6 PPG, 2.9 APG), bo tę fuchę sprzątnął mu sprzed nosa młodszy kolega z czasów UCLA, Darrick Martin.

Pooh to w ogóle ma ciekawych kolegów.

Od dawna kumpluje się z Willem Smithem.

Violet Palmer – pierwsza kobieta-sędzia w NBA – jest siostrą przyjaciela, z którym grał na uniwerku.

Z Public Enemy lubi się na tyle, że zespół umieścił go w podziękowaniach dołączonych do albumu „It Takes A Nation Of Millions To Hold Us Back”.

Ale Jerome znał się też z narkotykowym lordem Altonem Colesem, każącym na siebie mówić Ace Capone (but seriously…), którego kochanką była siostra Richardsona, Asya.

Przyjacielem byłego gracza Wolves był też policjant, Rickie Durham. Przyjacielem tak dobrym, że w 2005 roku ostrzegł Pooha o wielkim nalocie (dwa stany, 200 policjantów i agentów FBI biorących udział) na narkotykowe imperium Capone’a, kilka godzin przed utrzymywaną w tajemnicy akcją.

Richardson okazał się przyjacielem trochę gorszym, bo w 2009 pogrążył swoimi zeznaniami Durhama w zamian za immunitet, przyznając, że dostał od niego informację o planach policji, po czym zadzwonił do siostry rozkazując jej natychmiast opuścić dom należący do gangstera (żeby było „zabawniej”, siostra i tak została tamtego ranka aresztowana, a w 2011 skazano ją na dwa lata więzienia za pomoc w praniu pieniędzy swojego chłopaka).

W kryciu występków swoich znajomych Pooh był więc równie dobry, co w rzucaniu wolnych. Ze skutecznością 63.2% w karierze jest jednym z najgorszych na linii point guardów w historii. Wśród graczy, którzy tak jak Richardson grali przez całą karierę średnio powyżej 30 minut na mecz, gorszy wynik ma tylko Rajon Rondo (60.4%) oraz George King (64.2 w latach 1952-58), choć technicznie kwalifikują się też mający za sobą dopiero jeden rok gry Lonzo Ball i Ben Simmons, kasują konkurencję z odsetkami – odpowiednio – 45.1% i 56.0%…

Jeśli lubicie żarty o tym, że słabo trafiający do obręczy koszykarze powinni iść do okulisty, to rozbawi was ta hardkorowo garażowa reklama „doktora od oczu celebrytów” z ubiegłego roku (reszcie zostaje tylko krindż):

Otagowane

Robert Horry

Robert Horry

Fun Fact: Sezon 2017/18 zakończy się kolejnym pobiciem drużynowego rekordu celnych rzutów za trzy w trakcie rozgrywek zasadniczych. Będzie on należał do Houston Rockets i wynosił 1243 + cokolwiek dorzucą w ostatnim meczu sezonu, który dziś w nocy (pewnie coś koło 15 trójek, bo tyle mają średnio na spotkanie).

Do Rockets należał także poprzedni rekord (1181) ustanowiony ledwie rok temu, a także rekord z rozgrywek 14/15 (933), który w 2016 unieważnili Golden State Warriors (1077). Tak jest – od czterech lat rokrocznie mamy nowego rekordzistę.

Dominacja Rakiet pod względem ilości trafianych rzutów z dystansu nie jest jednak nowością, bo już wcześniej dzierżyli oni tytuł rekordzistów NBA w tym względzie – najpierw zabrali go Phoenix Suns (398 trafień w rozgrywkach 92/93) trafiając 429 rzutów w sezonie zakończonym ich pierwszym tytułem mistrzowskim, czyli 93/94, a potem sami go poprawili, kończąc kampanię 94/95 z 646 trójkami na koncie (to były zresztą zwariowane czasy, bo w wyniku skrócenia linii rzutu trzypunktowego do 6,31m poprzedni rekord pobiło aż 16 teamów).

W kosmicznym jak na ówczesne warunki wyniku największy udział mieli Vernon Maxwell (143 trójki) i Kenny Smith (142), ale tuż za nimi był Robert Horry z 86 trafieniami (to zresztą drugi najlepszy jego wynik w długiej karierze). Prawdziwego fana NBA z lat 90. poznaje się jednak po tym, że Horry’ego nie kojarzy z rzutami z dystansu, a z młodzieńczym atletyzmem, który przejawiał się, między innymi, takimi akcjami…

Wracając do rzutu za trzy: rekord Rockets utrzymał się tylko rok, bo w sezonie 95/96 Dallas Mavericks trafili z dystansu 735 razy. Ich wynik pozostał najlepszy aż do rozgrywek 04/05, gdy kopanie tyłków w siedem sekund lub mniej rozpoczęli Phoenix Suns (796 trafień). Tak w ogóle, to do dziś aż 81 zespołów pobiło tamten ninetiesowy rekord trójek Mavs, a 69 z nich dokonało tego w pięciu ostatnich latach.

A żeby ostatecznie udowodnić, że duże ilości trójek w Houston to żaden nowy trend, oto ranking klubów najczęściej trafiających z dystansu w historii NBA (przypominam, że ten element gry liga wprowadziła w sezonie 79/80):

Query Results Table
Team Team
Rk Fr Yrs 3P
3P%
1 HOU 39 18345 .350
2 GSW 39 16251 .358
3 DAL 38 16081 .354
4 PHO 39 15712 .357
5 NYK 39 15253 .351
6 OKC 39 15226 .354
7 LAL 39 15022 .344
8 BOS 39 14930 .350
9 POR 39 14747 .352
10 IND 39 14654 .354
11 ORL 29 14574 .356
12 CLE 39 14524 .359
13 ATL 39 14264 .346
14 DEN 39 14135 .341
15 MIL 39 14054 .353
16 SAS 39 14015 .363
17 SAC 39 14005 .353
18 MIA 30 13944 .356
19 NJN 39 13672 .338
20 DET 39 13450 .347
21 LAC 39 13281 .340
22 CHI 39 12985 .351
23 WAS 39 12345 .342
24 PHI 39 12184 .334
25 TOR 23 12180 .361
26 CHA 28 11816 .355
27 UTA 39 11325 .349
28 MIN 29 10336 .341
29 MEM 23 9984 .348
30 NOH 16 8474 .357
Provided by Basketball-Reference.com: View Original Table
Generated 4/11/2018.
Otagowane

Sean Elliott

Sean Elliott

Fun Fact: W teraźniejszości kończy się właśnie sezon zasadniczy 2017/18 i San Antonio Spurs – z problemami, ale jednak – zapewnili sobie 21. awans do playoffs z rzędu. Ostatni raz Ostrogi były poza burtą w niesławnych rozgrywkach 96/97, gdy po sześciu meczach David Robinson wyleciał na cały sezon z powodu kontuzji, Sean Elliott rozegrał tylko 39 spotkań, a liderem tankującego dla Tima Duncana zespołu został 37-letni Dominique Wilkins. To były czasy.

Łącznie w ostatnich 30 latach, zespół z San Antonio wystąpił w post season 28 razy (a właściwie to 27.5 raza, bo w sezonie 87/88 awansowali niezbyt zasłużenie, wygrywając zaledwie… 31 spotkań), dłuższe wakacje fundując sobie także w rozgrywkach 88/89, gdy wybrany z jedynką w Drafcie 1987 Admirał wciąż jeszcze służył w marynarce wojennej Stanów Zjednoczonych. Efektem był trzeci pick w naborze pozbawionym pewniaków, co być może uratowało Spurs przed postawieniem na wybranych z jedynką i dwójką Pervisa Ellisona i Danny’ego Ferry’ego. Zamiast nich do Teksasu powędrował Sean Elliott, który wraz ze świeżo zdemobilizowanym Robinsonem rozpoczął erę playoffowego urodzaju.

Wracając do teraźniejszości, to mimo przedłużenia playoffowej passy, Ostrogi przerywają serię 18 sezonów z minimum 50 zwycięstwami na koncie (która byłaby 20-sezonowa gdyby nie fakt, że w 1999 roku rozegrano 50 meczów ŁĄCZNIE). Gdyby tak pominąć sezon polokautowy i tankowanie z 1997 roku, to obecny bilans Spurs będzie najgorszy od 1992 roku (47 zwycięstw), czyli od kampanii, z której pochodzi ten oto blooperek Seana Elliotta…

Niestety nie mogę wrzucić filmiku, który wrzucić chciałbym najbardziej, bo najwyraźniej nie ma go w Internecie – fragmentów nadawanego w pierwszej połowie lat 90. programu telewizyjnego poświęconego Spurs, gdzie podobno Sean Elliott i Gregg Popovich recenzowali filmy.

Taka strata wymaga drugiej nagrody pocieszenia, którą niech będzie ta reklama, nakręcona w szczytowym momencie kariery indywidualnej Seana (20.0 PPG i drugie powołanie do Meczu Gwiazd w 95/96)…

Otagowane

Tyrone Hill

Tyrone Hill

Fun Fact: Dawno temu, Tyrone Hill miał akwarium z trzema piraniami, które nazwał pieszczotliwie Rebound 1, Rebound 2 i Rebound 3.

Dlaczego tak?

Bo jak im wrzucał złote rybki na pożarcie, to walczyły o nie tak zajadle, jak on walczył pod koszem o zbiórki.

Taak… zdecydowanie widzę podobieństwo.

Podobno je także spoliczkował Charles Oakley, gdy próbował odzyskać swój dług.

Otagowane

Richard Dumas

Richard Dumas

Fun Fact: Wszyscy pamiętają ten moment, gdy Shaquille O’Neal zniszczył konstrukcję kosza w hali Phoenix Suns. Drugą najbardziej ekscytującą rzeczą tego dnia była życiówka Richarda Dumasa, którzy rzucił 31 punktów umieszczając w koszu widowiskowy wsad za widowiskowym wsadem. Większość dumasowych akcji oraz inne najciekawsze momenty tamtego spotkania (wygranego przez Suns 121:105) można obejrzeć na poniższym skrócie, pod który ktoś podłożył „Get Ready For This” 2 Unlimited, więc wiadomo – ninetiesowy orgazm…

A co do Dumasa, to każdy koszykarski koneser tamtej dekady pamięta jego smutną historię – jako 23-latek (i debiutant) był podstawowym zawodnikiem wicemistrza NBA, jako 26-latek był już poza ligą, głównie z powodu problemów z narkotykami. Dwa miesiące temu pojawił się podczas organizowanej przez Phoenix Suns „90s Night”, ale ogólnie pewnie mogłoby być z nim lepiej – parę lat temu dostał „zawiasy” za kradzież m.in. alkoholu, papierosów i płyt DVD ze sklepu w bazie wojskowej obsługiwanej przez firmę sprzątająca, dla której pracował.

Richard Dumas to też wytrych do jednej z historyjek z mojego ulubionego gatunku – pobudzających wyobraźnię transferów, które nie doszły do skutku.

Podobno Detroit Pistons szukając latem 1993 chętnych na Dennisa Rodmana byli poważnie zainteresowani ofertą Suns (którzy to mieli być pierwszym wyborem Robaka), rozpoczynającą się właśnie od Dumasa. Gdy jednak dowiedzieli się, że przebojowy rookie przebywa obecnie na odwyku, zerwali negocjacje. Najlepiej podsumował to blog Detroit Bad Boys: „To ironia, że transfer z udziałem Dennisa Rodmana nie doszedł do skutku z powodu osobistych problemów zawodnika, który nie nazywał się Dennis Rodman”.

Otagowane

Derrick McKey

Derrick McKey

Worrying Fact: Kolega Derricka McKey z czasów gry w Seattle Supersonics, Olden Polynice, wyćwierkał wczoraj niepokojącą prośbę…

Trudno z tego tweeta wyekstrahować konkrety (czy McKey miał już operację, czy też czeka go ona lada moment), a póki co Polynice pozostaje jedynym źródłem tej informacji.

Miejmy więc nadzieję, że operacja się udała/uda i 51-letni Derrick McKey cieszyć się będzie dobrym zdrowiem jeszcze bardzo długo. Trzymam kciuki i Was namawiam do tego samego.

Sylwetkę Derricka nakreśliłem już w poprzednim poście na jego temat, ale trudno mówić o nim i nie wspomnieć po raz kolejny jak jednocześnie ekscytującym i frustrującym zawodnikiem był Heavy D.

Wyobraźcie sobie, że ktoś ma fizyczne predyspozycje Kevina Duranta oraz defensywną wszechstronność Draymonda Greena, ale pozbawiony jest jakiejkolwiek chęci do wybijania się na parkiecie. Wszyscy mieli zawsze same dobre rzeczy do powiedzenia o Derricku McKey, ale biorąc pod uwagę jego potencjał, powinny być to superlatywy.

Gracz Sonics i Pacers (i 76ers w ostatnim sezonie kariery) tłumaczył, że mógłby odgrywać większą rolę w ataku, ale robienie tego na siłę byłoby nie w jego stylu. Stylu, który to polegał na reagowaniu na wydarzenia na parkiecie, zamiast narzucaniu sobie ofensywnych zadań. Ta umiejętność robienia akurat tego, czego w danej chwili jego zespół potrzebuje czyniła go cennym członkiem drużyn opartych o zbalansowany atak, ale czasem nawet jego koledzy mieli dość jego pasywności. Eddie Johnson, zapytany o sposób na zmuszenie Derricka do większej aktywności, powiedział kiedyś:

„Powinniśmy wyjść na boisko, zacząć mecz i podać mu piłkę, a potem wszyscy, poza nim, wrócić do szatni. Wówczas mógłby oddać piłkę już tylko kibicom.”

Taki właśnie obraz McKeya utrwalił się fanom NBA z lat 90. – Pippena dla ubogich, robiącego różne fajne, ale niezbyt podniecające rzeczy gdzieś w tle.

Jak dla mnie najfajniejsze (a ta druga akcja w poniższym wideo, jest także podniecająca) były jego podania za plecami (ale podania za plecami to akurat mój koszykarski fetysz)…

…ale – zwłaszcza w pierwszych sezonach kariery – nieobce były mu też dające zastrzyk adrenaliny wsady (które m.in. eksponują jego warunki fizyczne)…

Zdrówka, Heavy D!

Otagowane
Reklamy