Tag Archives: scottie pippen

Scottie Pippen

Scottie Pippen

Fun Fact: Jak czytamy na odwrocie tej karty, Scottie Pippen sekretnie marzył o byciu hodowcą psów. Znacznie mniej sekretnie marzył jednak w trakcie sezonu 94/95 o transferze…

Wyobraźcie sobie taką sytuację dzisiaj? Mega-gwiazda, w trakcie ogólnokrajowej transmisji z meczu, na luzie mówi – siedząc na cholernej ławce rezerwowych! – że w zasadzie nie wyobraża sobie dalszej gry dla swojej drużyny. To jest dopiero żądanie transferu a nie jakaś tam zakulisowa Kyrie-drama.

Ten trade do Suns, który Craig Sager sageruje sugeruje na wstępie, był tylko luźną plotką, ale mówiło się wówczas, że Bulls mieli otrzymać w zamian Dana Majerle, Wesleya Persona i picki. Mam tę wymianę na siódmym miejscu w TOP 10 ulubionych plotek transferowych dotyczących Pipa.

Oczywiście znamy wszyscy dalszy ciąg tego filmiku – miesiąc później do NBA wrócił Jordan, Pippen się zamknął, Jerry’emu Krause kazano się uspokoić (choć długo nie wytrzymał i już latem 1997 znów próbował opchnąć Scottie’ego) a Bulls zdobyli jeszcze trzy tytuły mistrzowskie.

Pippen nie doczekał się upragnionej podwyżki od Byków. Dostał ją dopiero w 1998 roku od Rockets.

Reklamy
Otagowane

Scottie Pippen

Scottie Pippen

Fun Fact: 1 marca 1992 roku, czyli równo ćwierć wieku temu, odbyła się ostatnia w sezonie regularnym próba przed Finałami 1992 – do Chicago przyjechali Portland Trail Blazers. W odróżnieniu od poprzedniego spotkania Bulls i Blazers (29 listopada 1991 roku obrońcy tytułu wygrali 116:114 po dwóch dogrywkach), ten mecz przeszedł bez echa – Byki przejechały się po gościach 111:91. Ilustrujący ten wpis Scottie Pippen flirtował z triple-double (20 punktów, 10 asyst, 8 zbiórek), Jordan jordanił (31 punktów, 9 zbiórek, 7 asyst), Drexler drexlerzył (26 punktów, 12 zbiórek) a patron tego bloga, Jerome Kersey, zaliczył jeden z najgorszych ofensywnie meczów w swojej karierze (0-8 z pola).

Ten dzień stał się jednak pamiętny dzięki przedmeczowym i pomeczowym wypowiedziom Bulls, do których wracano potem wielokrotnie, w tym praktycznie w każdym tekście zapowiadającym Finały 1992. Najpierw Phil Jackson stwierdził, że Blazers ulegają samodestrukcji w końcówkach meczów, a potem Jordan pochwalił ich talent i warunki fizyczne, dodając jednak, że w tej grze chodzi o wykorzystywanie tych atutów z głową, oraz że ich sposób na Blazers to zmuszanie ich do ataku pozycyjnego, gdzie muszą myśleć. Jakby ktoś nie wyłapał aluzji, Horace Grant powiedział wprost: „Oni nie grają mądrze”.

Tak oto do Blazers przylgnęła łatka drużyny głupiej, bez interpersonalnej chemii i zrozumienia zespołowego aspektu koszykówki – ciekawe czy kiedykolwiek mówiono tak o innej drużynie, która na przestrzeni trzech poprzednich lat wygrała kolejno 59, 63 i 57 spotkań w sezonie regularnym i dwa razy awansowała do finałów… Tak czy siak te stereotypy stały się drugą najczęściej używaną narracją późniejszego finałowego starcia (pierwszego finału w mojej historii kibicowania NBA), zaraz po „Jordan vs. Drexler”.

A wracając do ilustracji – Pip chyba lubił potyczki z ekipą z Oregonu (w której zresztą spędził lata 1999-2003), bo przy podziale jego statystyk na przeciwników, to właśnie w starciach z Blazers ma najlepsze w karierze średnie punktów (18.2 – w całej karierze 16.1) i zbiórek (7.8 – w całej karierze 6.4).

Otagowane ,

Scottie Pippen

Scottie Pippen

Fun Fact: NBA z Pippenem w Rockets/Blazers, Ewingiem w Sonics/Magic, Olajuwonem w Raptors i – nie zapominajmy – Jordanem w Wizards, to nie była moja liga. Dopiero hype na LeBrona (i Maćka Lampe, który miał przecież iść w pierwszej piątce draftu 2003) i zwycięstwo Pistons nad Lakers w Finałach 2004 dały mi poczucie jakiegoś nowego początku i zachęciły do ponownego bliższego zainteresowania się amerykańską koszykówką.

To nie jest jednak tak, że w trakcie przygody Scottie’ego z Rockets nie było na czym oka zawiesić…

…tak jak zresztą nie wszystko z jego czasów w Bulls chcemy pamiętać…

Otagowane

Scottie Pippen

Scottie Pippen

Fun Fact: Obchodzący parę dni temu 50 urodziny Pip wielkim koszykarzem był, ale dziś często zapomina się, jak często plotkowano o chęci pozbycia się go przez Chicago Bulls. Zaczęło się od niesławnej odmowy wejścia na boisko w playoffach ’94, gdy Phil Jackson rozrysował ostatnią akcję meczu z Knicks pod Toniego Kukoca. Lato tamtego roku rozgrzane było od gorących fantazji transferowych z udziałem Pippena, ale nawet po powrocie Jordana, gdy wszyscy puścili już w niepamięć nie do końca udany eksperyment ze Scottiem w roli lidera, pamiętliwy Jerry Krause co raz flirtował z ideą pozbycia się jednego z najlepszych koszykarzy w historii. Postanowiłem zebrać moje ulubione transferowe ploty związane z wszechstronnym skrzydłowym za czasów jego gry w Wietrznym Mieście i zmontować własne top 10…

10. (1995 rok) Pippen do Magic za Penny’ego Hardawaya.
9. (1995) Pippen do Suns za Charlesa Barkleya.
Umieszczam te trade’y razem i na ostatnim miejscu rankingu, bo to tylko wymysły chicagowskiego dziennikarza, Sama Smitha. Na tyle jednak fajne i dobrze wprowadzające w absurdalny klimat tego rankingu, że postanowiłem je udokumentować. Wymianę z Magic Smith sugerował jeszcze przed powrotem Jordana (zakończonym zresztą porażką z Pennym i spółką), natomiast o transferze z Suns fantazjował już po drafcie 1995. Jordan i Barkley w jednej drużynie? Bulls musieliby się przenieść z NBA do PGA.

8. (1994) Pippen do Heat za Glena Rice’a i pick #12.
W przypadku poprzedniego akapitu byłem pewny, że proponowane wymiany są całkowicie wyssane z palca, co nie znaczy, że ta, czy inne opisywane poniżej także nie były konfabulacją znudzonych pismaków. Mimo wszystko zostały podane dalej jako przynajmniej luźno oparte na faktach. Fakty w tym przypadku są takie: Glen Rice z pewnością dałby Bulls wiele punktów, najlepsi gracze dostępni w Drafcie 1994 powyżej miejsca dwunastego to Jalen Rose (ostatecznie poszedł z numerem 13), Wesley Person (23) i Charlie Ward (26), gdyby pozyskanie Pippena nie przekreśliło ściągnięcia na Florydę Alonzo Mourninga i Tima Hardawaya, Heat mogliby liczyć nie na jeden, nie na dwa, nie na trzy, nie na… tytuł mistrzowskie.

7. (1995) Pippen do Suns za Dana Majerle i Wesleya Persona.
Pippen i Barkley w jednej drużynie? To może pobudzało wyobraźnię ludzi w 1995 roku, ale po ich konflikcie w trakcie gry w Rockets wiemy, że pewnie nie skończyłoby się to dobrze także te parę lat wcześniej…

6. (1994) Pippen do Kings za Mitcha Richmonda i pick #8.
Przypomnijmy, że Michael Jordan ciągle jeszcze był baseballistą, więc ściągnięcie Richmonda byłoby chyba najlepszym możliwym w tamtym czasie zastępstwem na pozycji shooting guard. Z numerem ósmym Bulls chcieli podobno wybrać albo Briana Granta – który zastąpiłby wolnego agenta Horace’a Granta – albo Erica Montrossa. Znając zamiłowanie Jerry’ego Krause’a do bardzo białych ludzi, z pewnością padłoby na Montrossa…

5. (1997) Pippen do 76ers za Jerry’ego Stackhouse’a i pick #2.
Jordan i jeden z wielu następców Jordana w jednym składzie? Dwójkę wykorzystaliby pewnie na Keitha Van Horna, ale gdyby sięgnęli po T-Maca (więcej o tym w kolejnych punktach), mogli mieć Jordana i aż dwie jego baby-wersje. Choć w takim układzie MJ pewnie zacząłby sezon 97/98 w barwach New York Knicks…

4. (1995) Pippen do Clippers za pierwszorundowe picki w draftach 1995, 1997 i 1999.
Scottie Pippen w Los Angeles Clippers? Ten dowcip nie jest tak śmieszny, jak powinien, bo od paru lat Clippers są pełnoprawną drużyną NBA, ale w połowie lat 90 byłoby to coś bardzo grożącego wypchnięciem planet z ich orbit. Co Byki otrzymałyby wzamian? W 1995 roku Clippers mieli numer 2, z którym wybrali Antonio McDyessa, ale Chicago mogłoby też rozważyć wybór Jerry’ego Stackhouse’a, Rasheeda Wallace’a lub Kevina Garnetta (lub Bryanta Reevesa, jeśli Krause chciałby być bardzo sobą). Trudno powiedzieć, jak posiadanie Scottie’ego Pippena wpłynęłoby na bilans Clippers przed draftami w 1997 i 1999 roku, ale możliwe, że ich picki pozostałyby takie same – numer 14 (Maurice Taylor? Kelvin Cato? Brevin Knight?) i – już po odejściu Pippena jako wolnego agenta – numer 4 (Lamar Odom? Wally Szczerbiak? Rip Hamilton? Andre Miller? Shawn Marion?).

3. (1997) Pippen do Warriors za Joe Smitha i pick #8.
Smith nigdy nie został gwiazdą, ale z numerem ósmym Byki raczej nie powtórzyłyby błędu Wojwoników i zamiast Adonala Foyle’a postawiłyby na Tracy’ego McGrady’ego. Gdyby Jordan nie zniechęcił się do gry w Wietrznym Mieście po tym transferze, mógłby wziąć T-Maca pod swoje skrzydła i wyplenić jego lenistwo, zanim na dobre weszło mu w krew. Zmotywowany McGrady mógłby spokojnie przejąć pałeczkę od MJ’a…

2. (1997) Pippen i Luc Longley do Celtics za pick #3 i pick #6.
I znów Chicago mogłoby wziąć T-Maca (podobno tego właśnie chcieli) z szóstką, a z trójką mogli powtórzyć wybór Celtics i sięgnąć po Chaunceya Billupsa (choć mówiło się, że przede wszystkim bardzo liczyli na to, iż wciąż do wzięcia z tym pickiem będzie Keith Van Horn). Po raz kolejny wizja mentorującego im Michaela Jordana pobudza wyobraźnię, choć oczywiście oznaczałoby to brak kolejnych mistrzostw dla Byków w latach 90. Mimo wszystko wiele bym dał, żeby się przekonać, jak dobry byłby T-Mac, gdyby przejął choć trochę jordanowskiej obsesji wygrywania…

1. (1994) Pippen i Will Perdue/Bill Cartwright do Supersonics za Shawna Kempa, Ricky’ego Pierce’a pick #11.
Jeden z najsłynniejszych transferów w historii NBA, który nigdy nie doszedł do skutku. Dość zabawny wydaje mi się fakt, że zamieniłoby się w nim miejscami dwóch koszykarzy uważanych powszechnie za najbardziej skąpych.

 

PS:

maestro-1994-all-star-scottie-pippen

Otagowane

Scottie Pippen

Scottie Pippen front

Scottie Pippen back

Fun Fact: Na Facebooku, przy okazji poprzedniej wrzutki dotyczącej Oldena „Tak, oddano za mnie Scottie’ego Pippena” Polynice’a, pojawił się komentarz jednego z Czytelników wprowadzający w alternatywną rzeczywistość, w której Sonics jednak zostawiają sobie wybranego z 5. pickiem w Drafcie 1987 Pipa. Czy w Seattle wciąż spotkają się Payton i Kemp? I, co najważniejsze, co z sześcioma tytułami Jordana?

Pytań jest więcej, ale tylko jedno jest pewne – Michael Jordan nie mógł mieć lepszego sidekicka niż Scottie Pippen i bez niego nie odniósłby takich sukcesów. Ale możliwe, że nie byłyby one dużo mniejsze, gdyby do sezonu 1987/88 przystąpili z Oldenem Polynice’em w składzie.

Zróbmy szybką symulację. Skoro Bulls zostają z Oldenem Polynice’em wybranym z numerem 8, to przy swoim drugim wyborze w Drafcie 1987 – picku nr 10, być może nie wybierają innego podkoszowca, Horace’a Granta. Zamiast tego wybierają albo Reggie’ego Millera (oryginalnie z numerem 11 poszedł do Pacers), albo (co uważam, za bardziej prawdopodobne, ale mniej podniecające) Derricka McKeya. McKey oryginalnie poszedł numer wcześniej do Sonics, ale uważam, że klub z Seattle mając Pippena, nie zdecydowałby się brać gracza bardzo podobnego. Jeśli zaś Bullsom podobała się wszechstronność Pippena, to McKey był najbliższą mu rzeczą w tym naborze.

Niezależnie od tego jak pozyskanie Polynice’a i Millera/McKey’a wpłynęło na wyniki Bulls, w 1988 roku i tak wybierają z numerem 11, bo zamienili się na picki z Knicks w transferze Charlesa Oakleya. Posiadanie solidnego Polynice’a powstrzymuje ich od zmarnowania wyboru na Willa Perdue. Zamiast tego mogą wybrać brata Horace’a, Harveya Granta (oryginalnie #12), jeśli chcą wypełnić lukę na pozycji power forward, lub Dana Majerle (oryginalnie #14) jeśli chcą podrasować formację obwodową (rotacja Jordan-Miller-Majerle lub Jordan-McKey-Majerle mogłaby wypalić, myślę, że zarówno Majerle, Miller jak i McKey byli zawodnikami gotowymi zaakceptować rolę szóstego gracza).

Draft 1989 to moment, kiedy rozpoczyna się prawdziwa zabawa i ważą się losy układu sił w lidze w latach 90. Znów nieważne jest, z jakim wynikiem Bulls skończyli poprzednie rozgrywki, bo mają szósty pick naboru od New Jersey Nets, który pozyskali jeszcze w 1986 roku. W prawdziwym życiu znów zmarnowali go na centra, Stacey’a Kinga, ale po raz kolejny posiadanie Oldena Polynice’a ratuje im tyłki. Rozsądnym ruchem byłoby wzięcie w tej sytuacji point guarda. Pierwszą potrzebę z nawiązką zaspokoiłby Tim Hardaway (oryginalnie #14) lub Mookie Blaylock (oryginalnie #12)…

A co jeśli Bulls postanowiliby zaryzykować i nawet pomimo posiadania Harveya Granta i Oldena Polynice’a, wybrali kogoś, kto mógłby być w przyszłości dużo lepszym graczem podkoszowym? Bo w tamtym drafcie był ktoś, kto ociekał potencjałem, tyle że powątpiewano w jego dojrzałość ponieważ nie grał nigdy w college’u i przystąpił do naboru po szkole średniej. Wybór z numerem 6 tego kogoś byłby klasycznym „reachem”, ale Bulls już mieli dość gotowych do gry zawodników (Jordan, Miller/McKey, Grant/Majerle, Polynice) więc czemu by nie wykorzystać tego picka na… Shawna Kempa (oryginalnie #18)?

Ha. Czyli możliwe, że gdyby Sonics nie oddali do Bulls Pippena, to Bulls mieliby później Shawna Kempa! OK – wiem, że są małe szanse, iż Byki zaryzykowałyby aż tak, ale Blaylock i Hardaway to całkiem niezłe rezerwowe opcje. Do tego swój drugi wybór w Drafcie 1989, który Bulls w rzeczywistości wykorzystali na B.J.’a Armstronga, mogli użyć na Vlade Divaca, który szybko okazałby się większym talentem niż Polynice (całkiem niedawno Phil Jackson mówił, że on lobbował za Divacem, ale ostatecznie zrezygnowano z niego bo lubił imprezować).

Reasumując – Bulls bez Pippena, mogli wchodzić w lata 90. z Michaelem Jordanem mającym do pomocy Tima Hardawaya lub Mookie’ego Blaylocka, Reggie’ego Millera lub Derricka McKey’a, Harveya Granta lub Dana Majerle oraz Oldena Polynice’a i – gdyby szczęście sprzyjało im już po całości – Vlade Divaca oraz Shawna Kempa. Not bad.

Wiem, że bez wszechstronności i defensywy Pippena, Bulls mieliby problem, żeby przebić się np. przez Knicks, ale myślę, że opcja z Blaylockiem byłaby równie kłopotliwa dla atakującego rywala. W każdym innym scenariuszu Bulls mieliby za to dużo więcej talentu na każdej pozycji. Pytanie czy tylu All-Starów w składzie potrafiłoby grać razem, ale jeśli nie, to myślę, że spokojnie można byłoby za takiego Millera lub Hardaway pozyskać dowolnych innych świetnych zawodników, lepiej pasujących do Jordano-centrycznej koncepcji… Wiecie, na przykład tego dzieciaka z Seattle, Pippena…

Nie ulega wątpliwości fakt, iż Bulls rozbili bank pozyskując Pippena w 1987 roku, ale gdyby zostali z Polynice’em, uniknęliby zgubnych poszukiwań centra przez kolejne dwa drafty, przez które zmarnowali wybory numer 11 i 6. Nie byłoby drugiej megagwiazdy, ale byłaby szansa na naprawdę dobre opcje 2 i 3. Na ile tytułów by się to przełożyło? Nie potrafię odgadnąć. Ale jestem przekonany, że Michael Jordan wygrałby przynajmniej jeden samemu. A wsparcia przecież nie miałby jednoznacznie gorszego…

Otagowane

Scottie Pippen

Scottie Pippen

Fun Fact: To zdecydowanie jedna z najbardziej widowiskowych kart, uwiecznia w końcu jedną z najefektowniejszych akcji lat 90. i chyba najsłynniejszy wyczyn Scottiego Pippena podczas meczu NBA (poza tym momentem, kiedy obrażony odmówił wyjścia na boisko bo Phil Jackson zdecydował, że ostatni rzut odda Toni Kukoc).

Dla Ewinga to z kolei jeden z najbardziej poniżających momentów w karierze obok niecelnego finger rolla, który dałby dogrywkę w siódmym meczu z Pacers, finałów 1994, transferu do Seattle, rozpaczliwych prób zostania head coachem w NBA podczas gdy najwyraźniej nikt go na tyle nie ceni i momentu gdy dwóch kolesi sprawiło, że 40 milionów ludzi zaczęło wyzywać go od małp.

Otagowane ,

Scottie Pippen

Scottie Pippen

Fun Fact: Jedna z najbardziej naładowanych nostalgią kart w mojej kolekcji. To był taki Chauncey Billups wśród kart mojego dzieciństwa – bardzo cenna, każdy chciał ją mieć, natomiast wciąż zmieniała właściciela (zastrzegam, że tak mi się przynajmniej wydaje – to było prawie 20 lat temu i mogę już tego dobrze nie pamiętać). Nie wiem skąd ta karta pojawiła się w moim życiu, ale pewnie jak większość pierwszych kart jakie widziałem na oczy, w kartonie po szlugach przytaszczonym przez nowego kolegę z klasy, który nie zdał rok wcześniej. Nie pamiętam też już, kto został pierwszym właścicielem dream-teamowej karty Pippena, ale raczej nie byłem to ja, choć oczywiście pożądałem jej jak Melo piłki w izolacji. Potem jednak rozpoczął się ferwor transakcji i nagle Pippen zaczął w ramach naszej klasy przechodzić z rąk do rąk. Nie dam sobie jednej uciąć, ale niewykluczone, że sam też ją miałem i potem opchnąłem. Posiadanie tej karty wiązało się zawsze z ogromną radością i postanowieniem, że już nigdy się jej nie odda. Jeden z właścicieli podpisał ją nawet z tyłu swoją ksywą (wymyśloną na potrzeby panującej w tamtym czasie mody na graffiti i posiadanie własnego tagu).

Scottie Pippen back

I to właśnie „Aron” był przedostatnim posiadaczem tej karty (chyba, jeszcze raz przyznaję, że mogę to wszystko zmyślać). Nie pamiętam co za nią oddałem, ale na pewno było warto. I cieszę się, że powstrzymałem się od puszczenia ją w dalszy obieg…

Eee… chce się ktoś wymienić?

Otagowane

Fuckin’ Look At This Photograph: Scottie Pippen i działo na Kremlu

pippen i działo na kremlu

Najbardziej niestandardowa rzecz z jaką zrobił sobie zdjęcie Scottie Pippen nie licząc Dennisa Rodmana i pięciu karłów, którzy chwilę potem go pobili.

pippen i karly

Otagowane ,