Kevin McHale

Kevin McHale

Fun Fact: Kevin McHale to prawdopodobnie jeden z pięciu najlepszych power forwardów w historii ligi i zasłużył na ten tytuł pomimo tego, że całą karierę spędził w cieniu Larry’ego Birda. Najlepiej jego karierę podsumowuje sytuacja z grudnia 1990 roku. W trakcie rozgrywanego w Bostonie meczu z Sixers, McHale przekroczył próg 15 tysięcy punktów zdobytych w karierze… ale nikt się nie zorientował. 20 dni wcześniej Larry Bird został piętnastym (wówczas) członkiem klubu graczy z dwudziestoma tysiącami punktów na koncie – z tej okazji zatrzymano grę i przy akompaniamencie ogłuszającej owacji wręczono na pamiątkę piłkę meczową. Ba, symboliczne wyrazy uznania od klubu i kibiców Celtics dostał nawet Orlando Woolridge, który parę dni później – odwiedzając Boston Garden z Denver Nuggets – zdobył swój dziesięciotysięczny punkt…

Gdy nadszedł moment kamienia milowego McHale’a, jak pisze Jack McCallum w „Unfinished Business”…

„(…) meczu nie zatrzymano, nie było żadnego anonsu, nikt nie dał McHale’owi piłki. Nikt nie wiedział. Ani PR-owcy Celtics, ani dziennikarze, ani sam McHale. (…) Dowiedział się o tym siedząc na ławce w trakcie meczu w Charlotte następnego wieczoru, kiedy podsłuchał mówiących o tym komentatorów. „Gdyby to był Larry, daliby mu piłkę, zatrzymali grę, pomyśleliby o wszystkim”, narzekał później Robert Parish. „Ale ponieważ to Kevin, to w porządku jest nic nie robić? Co za gówno.”

McCallum twierdzi, że choć silny skrzydłowy Bostonu nigdy nie brał nic do siebie (inaczej nie byłby w stanie koegzystować z bucowatym Birdem), tamta sytuacja go zabolała.

Choć oczywiście to także obrócił swoim zwyczajem w żart. Trzy tygodnie po niewybaczalnej wpadce Celtics, podczas luźnego, nieobowiązkowego treningu miała miejsce taka sytuacja (cytat znów z „Unfinished Business” – ta książka nie istniałaby bez cytatów z Kevina i anegdot z jego udziałem):

„Hej, Michael Jordan zdobył wczoraj w Philly swój 15-tysięczny punkt”, powiedział McHale, kartkując sekcje sportowe leżących obok gazet. „Ciekawe czy zatrzymali mecz?”

„Tak”, powiedział [Dave] Popson. „Była ceremonia i w ogóle”.

„Ojejciu”, odparł McHale, robiąc przytyk do gafy Celtów w obliczu jego własnego kamienia milowego, „musiało mu być miło”.

Ostatecznie McHale uzbierał w karierze 17335 punktów i uczcijmy je wszystkie tym oto montażem jego popisowych akcji…

Ramiona Kevina McHale’a są tak długie, że wszechświat musiał skrócić ramiona Kevina Willisa, żeby pozostać w równowadze.

PS: Przy okazji chciałem ogłosić zwycięzcę niedawnego turnieju imienników, który wygrali mający w swoich szeregach dzisiejszego bohatera Kevinowie, wyprzedzając Chrisów i Michaelów. Dzięki za wszystkie głosy!

Reklamy
Otagowane

Blair Rasmussen

Blair Rasmussen

Fun Fact: Tak w gruncie rzeczy, to nie da się na Blaira Rasmussena powiedzieć niczego jednoznacznie złego.

W college’u (Oregon) był gwiazdą, a w NBA solidnym zmiennikiem na centrze, który gdy dostał szansę regularnych występów w pierwszej piątce, był liderem swojej drużyny w zbiórkach i blokach. To był sezon 90/91, szósta zawodowa kampania naszego bohatera, a średnie wynosiły 9.7 RPG i 1.9 BPG (Blair dorzucał też w każdym meczu 12.5 PPG, ale to nie był jego rekord kariery, bo parę lat wcześniej przekroczył ten wynik o 0.2).

Co prawda tą drużyną byli Denver Nuggets, którzy akurat w tamtym sezonie przegrali 62 mecze tracąc w każdym meczu ponad 130 punktów (więc nie żeby Rasmussen miał jakąś wielką konkurencję w realizacji defensywnych obowiązków – w końcu przez poprzednie cztery lata najlepiej zbierającym graczem Bryłek był 190-centymetrowy obrońca), ale ogólnie piętnasty pick w Drafcie 1985 jakoś specjalnie swoich talentów nie sprzeniewierzył.

Był wielki (siedem stóp wzrostu), rzucał z dystansu (choć nie za trzy, ale pamiętajmy, że w tamtych latach to była fanaberia) i potrafił blokować rzuty – dziś zmusiłby niejednego skauta do zmiany bielizny, a wówczas zmajstrował sobie przyzwoitą, ośmioletnią karierę, która byłaby dłuższa, gdyby poważny problem z plecami nie wyłączył Rasmussena z akcji na dobre.

Mimo to, przedłużenie kontraktu, które dostał w Denver w 1989 było przegięciem.

Nie chodziło tylko o to, że 17.5 miliona dolarów za 7 lat gry to było za dużo jak na rezerwowego centra, ale Blairowi wręczono ten kontrakt bez akceptu nowych właścicieli Nuggets. Bertram Lee i Peter Bynoe niedawno przejęli większość udziałów w klubie (za 65 milionów dolarów), zostając pierwszymi czarnoskórymi właścicielami w czołowych amerykańskich ligach zawodowych, ale ani generalny menadżer Pete Babcock, ani zatrudniony by go nadzorować, prezydent John Spoelstra (z tych Spolestrów) nie wpadli na to, żeby dać im znać, że planują wydać ich 17 milionów. Wkurzeni Lee i Bynoe próbowali potem namówić agenta Rasumssena, aby zredukował umowę do 10 milionów i 5 lat, ale jego śmiech podobno doprowadził do zejścia lawiny w Górach Skalistych.

W efekcie Blair zarabiał więcej niż np. Larry Bird, Scottie Pippen (i to trzykrotnie), Clyde Drexler, Dominique Wilkins czy John Stockton. Pensja Rasmussena za rozgrywki 90/91 była 18. najwyższą w całej lidze. Zarabiał nawet więcej niż Jon Koncak, do cholery, a przecież on został tak przepłacony, że aż dostał upamiętniającą to ksywkę…

Jak już jednak wspomniałem, złego słowa na Rasmussena nie powiem.

W końcu zdarzało mu się nawet założyć czapę Jordanowi.

Otagowane ,

Shawn Kemp

Shawn Kemp

Fun Fact: Postanowiłem wrzucić dziś jakąś kartę Shawna Kempa i nagle okazało się, że – także dziś – The Players’ Tribune opublikowało tekst autorstwa Reign Mana.

Miło było dowiedzieć się, że u Kempa wszystko w porządku, choć więcej pisze o Garym Paytonie niż o sobie i jakoś przesadnie nie sypie z rękawa anegdotkami. Choć tu śmiechłem:

Jeśli Kemp ma dobrą pamięć (a raczej – jeśli szwankuje ona tylko, gdy chodzi o kupno prezerwatyw), to wspomniana sytuacja miała miejsce 2 grudnia 1989 roku. Nie znalazłem na szybko żadnej innej relacji z tamtego dnia, ale znalazłem potwierdzenie faktu, że Billowi nie udało się Shawna przestraszyć (no dobra, może troszeczkę – w następnym meczu tych drużyn, rozegranym 17 dni później, rookie Sonics nie zdobył ani jednego punktu), bo gdy Tłoki następny raz przyjechały do Szmaragdowego Miasta, Reign Man zrobił tak:

Podejrzewam, że to wtedy Mark Aguirre zaczął nosić tamten t-shirt…

Mark Aguirre

Otagowane

Donyell Marshall

Donyell Marshall

Fun Fact: Dziś krótka (i odgrzewana, bo to zredagowany tekst opublikowany kiedyś na serwisie Z Krainy NBA) historia, równie krótkiego czasu, gdy Leśne Wilki były drużyną z Nowego Orleanu.

Dziś ma Pelikany, nie tak dawno temu miał Szerszenie, a w latach 70. Nowy Orlean był domem Jazzmanów. To jednak nie wyczerpuje tematu zawodowych drużyn koszykarskich w stolicy stanu Luizjana, bo przez miesiąc byli jeszcze New Orleans Timberwolves, czy też raczej New Orleans Rhythm.

Rhythm i Angels były dwiema nazwami, które znajdowały się na szczycie potencjalnych nowych nazw dla drużyny z Nowego Orleanu, która przez pięć poprzednich sezonów korzystała z nazwy nawiązującej do rdzennego mieszkańca rejonu Minneapolis, wilka szarego. Nigdy jednak nie podjęto ostatecznej decyzji w tej sprawie, bo Luizjana swoją nową drużynę NBA posiadała ledwie przez 30 dni.

Dziś mało kto pamięta o nieudanych przenosinach wciąż raczkującego klubu z Minnesoty na południe USA, ale między 23 maja a 21 czerwca 1994 roku były one przyklepane.

Mimo wszystko pewną nadgorliwością było to, że wybrany z numerem 4 w Drafcie 1994 Donyell Marshall, mówił w wywiadach, jak bardzo cieszy się, iż jego nowy klub przenosi się z nieciekawego i lodowato zimnego stanu do pięknego Nowego Orleanu.

Dziennikarze rozpisywali się o tym, jak to Wolves dołączają do listy sportowych strat Minneapolis obok Lakers i North Stars z NHL. Ówcześni właściciele klubu, którzy ledwie w 1989 roku wzięli udział w ekspansji NBA – Marv Wolfenson i Harvey Ratner – mieli prawie 80 milionów dolarów długu związanego z hipoteką nowej hali, Target Center. Ponieważ nie znaleźli nikogo, kto spłaciłby go za nich, postanowili sprzedać klub. Nie pomogła decyzja miasta, które chciało wspomóc biznesmenów 48 milionami, ani promocja wynikająca z organizacji All-Star Game w Minneapolis. Choć byli podobno chętni aby kupić drużynę i pozostawić ją w stanie Minnesota, to żaden z nich – w tym grupa składająca się m.in. z Magica Johnsona, Prince’a i Janet Jackson – nie złożył oficjalnej oferty kupna. Dlatego gdy pojawiła się ekipa z Nowego Orleanu występująca pod szyldem Top Rank i zaoferowała ponad 150 milionów dolarów (ciekawostka: dziś Wolves są warci ponad miliard), Wolfenson i Ratner długo się nie zastanawiali i dobili targu pod koniec maja 1994.

Informacja poszła w świat: Timberwolves będą w sezonie 1994/95 grać w Big Easy.

Przed skopaniem tyłków przez Isaiah Ridera uchroniło nowoorleańskie menadżerki barów ciało nazywające się komitetem relokacyjnym. Grupa właścicieli klubów, zapewne we współpracy z Davidem Sternem, odkryła bowiem, że obiecane przez Top Rank 150 baniek było w dużej mierze wytworem wyobraźni kupujących. Po tym, jak 6 czerwca wpłynął do biura ligi oficjalny wniosek o przeniesienie zespołu na południe, odkryto, że połowę nowoorleańskiej oferty stanowią pieniądze z pożyczek z różnych banków, których to owe banki jeszcze nie przyznały, zaś reszta miała pochodzić od grupy nieznanych inwestorów i z przyszłych, niejasno określonych dochodów związanych z jeszcze niewybudowaną nową halą. Wobec poważnych wątpliwości związanych z wypłacalnością Top Rank, komitet relokacyjny NBA postanowił 15 czerwca zablokować przenosiny Wolves, co sama liga oficjalnie zrobiła niecały tydzień póniej. Nowoorleańscy kupcy odwoływali się od tej decyzji, ale sądy stanęły po stronie Davida Sterna i tak oto zakończyła się historia nowego klubu z Luizjany.

Wolves zostali odkupieni przez Glena Taylora, który właścicielem drużyny pozostaje do dziś.

Nowy Orlean doczekał się swojego teamu w 2002 roku.

Donyell Marshall zaś nie musiał zbyt długo czuć się głupio za krytykę Minneapolis w dniu draftu – już w połowie swojego debiutanckiego sezonu opuścił mroźną aglomerację Twin Cities, po tym jak swoim podejściem do gry zniechęcił do siebie wszystkich, od dziennikarzy, po kolegów z zespołu.

Otagowane

Tom Garrick

Tom Garrick

Fun Fact: Ten wpis pozbawiony jest ładunku nostalgii, który towarzyszy zdecydowanej większości publikacji na blogu, bo Toma Garrick najzwyczajniej w świecie nie pamiętam z czasów dziecięcej/młodzieńczej fascynacji ligą NBA. Nie znaczy to jednak, że nie odcisnął na lidze żadnego piętna i że nie warto o nim napisać.

Garrick był rezerwowym obrońcą Clippers (nominalnie był shooting guardem, ale przy nieco mikrym jak dla dwójki wzroście 6 stóp i 2 cali zmuszony był pomagać na rozegraniu) w „erze” Gary’ego Granta, czyli latach 1988-91 (Grant rolę pierwszego point guarda ostatecznie stracił rok później). W pierwszym i drugim sezonie w lidze (do której trafił z 45. numerem Draftu 1988, dwa miejsca przed Vernonem Maxwellem, trzy przed Michealem Williamsem, pięć przed Steve’em Kerrem i osiem przed Anthonym Masonem) 42 razy wystąpił w pierwszej piątce, ale potem zaczął spędzać na parkiecie zauważalnie mniej czasu i latem 1991 został zwolniony.

Rozgrywki 91/92 – które miały okazać się jego ostatnimi w NBA (karierę kontynuował w CBA, Niemczech, Turcji i Hiszpanii) – podzielił między San Antonio Spurs (19 meczów), Minnesota Timberwolves (15) i Dallas Mavericks (6). Ostrogi na początku sezonu tkwiły w negocjacyjnym impasie z zastrzeżonym wolnym agentem Rodem Stricklandem, który chciał wieloletni kontrakt warty ponad 2 miliony dolarów za sezon, ale po 80 dniach sezonu i 24 opuszczonych meczach zgodził się na roczną umowę i 1.3 miliona pensji. W czasie jego nieobecności Garrick dostawał prawie 20 minut w meczu, zaliczając niejeden solidny występ…

Chyba najfajniejszy „michałek” związany z jego dorobkiem w NBA, to pierwsze miejsce na liście graczy, którzy oddali w sezonie zasadniczym największą ilość rzutów trzypunktowych bez ani jednego trafienia. Czołówka tej listy ma kilka zaskakująco elitarnych smaczków i prezentuje się następująco:

Query Results Table
Crit Crit Tota
Rk Player Season Age Tm 3P 3PA G
1 Tom Garrick 1990-91 24 LAC 0 22 67
2 Magic Johnson 1982-83 23 LAL 0 21 79
3 Gene Banks 1985-86 26 CHI 0 19 82
4 Billy McKinney 1981-82 26 DEN 0 17 81
5 Darrell Walker 1984-85 23 NYK 0 17 82
6 LaMarcus Aldridge 2015-16 30 SAS 0 16 74
7 Doc Rivers 1985-86 24 ATL 0 16 53
8 Kenny Thomas 2001-02 24 HOU 0 16 72
9 John Bagley 1982-83 22 CLE 0 14 68
10 Grant Hill 1998-99 26 DET 0 14 50
11 Todd Lichti 1989-90 23 DEN 0 14 79
12 Darius Miles 2002-03 21 CLE 0 14 67
13 Tim Perry 1994-95 29 PHI 0 14 42
14 Chris Webber 1993-94 20 GSW 0 14 76
Provided by Basketball-Reference.com: View Original Table
Generated 4/19/2018.

Nie jest to jednak jedyny przypadek, w którym Tom Garrick trafia do jednego statystycznego worka z Magikiem Johnsonem. Obydwaj są też członkami wąskiego grona koszykarzy, którzy w meczu sezonu zasadniczego NBA zaliczyli przynajmniej 22 punkty, 18 asyst, 5 zbiórek i 3 przechwyty:

Query Results Table
Player Date Tm Opp MP FG% 3P 3P% FT% TRB AST STL BLK TOV PTS
Ricky Rubio 2017-03-13 MIN WAS W 39 .533 2 .400 1.000 5 19 3 0 6 22
Chris Paul 2006-12-01 NOK CHI L 48 .462 1 .500 .800 11 18 5 1 7 25
Baron Davis 2006-11-16 GSW SAC W 45 .600 2 .400 1.000 8 18 3 0 8 36
Sherman Douglas 1994-04-03 BOS @ PHI W 46 .722 0 .500 8 22 3 0 4 27
John Stockton 1991-01-29 UTA ATL W 35 .615 1 1.000 .800 5 19 3 1 3 25
Magic Johnson 1990-11-06 LAL POR L 49 .500 1 .250 1.000 6 22 3 0 5 24
Tom Garrick 1990-03-30 LAC ATL L 41 .800 0 .000 1.000 5 18 3 0 4 22
Magic Johnson 1989-11-17 LAL DEN W 40 .462 1 .333 1.000 8 24 6 1 3 24
John Stockton 1988-04-23 UTA HOU W 42 .818 1 1.000 1.000 5 18 3 1 4 27
John Stockton 1988-03-14 UTA @ DEN W 45 .714 1 1.000 .750 5 20 3 0 4 24
Magic Johnson 1987-03-22 LAL SAC W 40 .571 1 1.000 .800 12 19 3 1 5 33
Fat Lever 1985-04-10 DEN @ LAC L 39 .500 1 1.000 1.000 7 18 4 0 3 26
Magic Johnson 1984-12-19 LAL @ HOU W 44 .588 0 .000 1.000 6 20 4 0 4 26
Fat Lever 1984-11-06 DEN @ LAL W 37 .611 0 1.000 6 18 4 0 2 24
Johnny Moore 1983-12-10 SAS WSB W 41 .563 2 1.000 .667 8 20 5 0 3 22
Magic Johnson 1983-11-17 LAL CLE W 37 .615 0 .000 .700 9 22 3 1 2 23
Rick Barry 1976-11-30 GSW @ CHI W 42 .500 .889 5 19 5 1 28
Provided by Basketball-Reference.com: View Original Table
Generated 4/19/2018.

Jak widać, cztery sezony i 251 meczów Garricka w NBA nie były zupełnie bez historii.

Otagowane

Robert Traylor

Robert Traylor

Fun Fact: Jeśli w artykule na twój temat w Sports Illustrated pojawiają się takie cytaty jak…

Jessie Mae ukroiła mu [11-letniemu Robertowi Traylorowi] kawałek ciasta, ale gdy je podała, zaczął grymasić. „Babciu!”, powiedział, „nie wiesz, że gdy mówię, że chcę kawałek ciasta, to tak naprawdę chcę całe?!”.

…oraz…

Specjalny program kondycyjny obniżył ilość tkanki tłuszczowej u Traylora o połowę, do 12%. „Odbudowałem swój silnik”, mówi. „Teraz mogę grać przez 15 minut bez konieczności zjazdu na parking.”

…to – moim zdaniem – twoja kariera nie zapowiada się najlepiej.

Ale ja nie jestem GM’em drużyny NBA.

Oni w Drafcie 1998 nie tylko wybrali Roberta Traylora z numerem szóstym, ale też wymienili go od razu na Dirka Nowitzkiego (tuż po wyborze w drafcie – gdy wszyscy już wiedzieli jak ryzykowna jest nadwaga Tractora – wyemitowano w Inside The NBA segment, w którym kamery towarzyszą mu podczas wizyty w domu babci, gdzie stoły wprost uginają się od jedzenia…)

Oczywiście nie zmienia to faktu, że tak jak i oni, tak i ja byłem zakochany od pierwszego wejrzenia w kolesiu, który miał siłę, mobilność i fantazję Shaquille’a O’Neala.

Niestety także ważył tyle co Shaq, mając ok. 15 centymetrów wzrostu mniej i był takim samym lekkoduchem, tyle że bez zdarzającego się raz na dekadę talentu pozwalającego ukryć brak wygórowanych ambicji.

Choć George Karl nazwał go „najlepszym debiutantem jakiego trenował” i w skróconym przez lokaut sezonie 98/99 wystawiał go regularnie w pierwszej piątce, rookie Tractor nie odpalił. Średnie 5.3 PPG, 3.7 RPG, 0.9 BPG praktycznie wyznaczyły górną granicę wkładu, jaki Traylor był zdolny wnieść do ligi (choć wszystkie te cyferki udawało mu się potem nieznacznie przekroczyć). Na camp przed drugim swoim rokiem w NBA Robert stawił się z nadwagą, czym zawiódł zaufanie trenera Karla. Po rozczarowującej kampanii Bucks oddali go do Cavs, którzy po sezonie wysłali go do 76ers. W Mieście Braterskiej Miłości nigdy jednak nie zagrał, bo jeszcze przed rozgrywkami 01/02 opchnięto go do Hornets, gdzie – grając po 12 minut w meczu – spędził trzy lata, wracając potem do Cleveland, gdzie trwała już era LeBrona Jamesa. Era Tractora Traylora skończyła się po tamtym jednym sezonie u boku Króla.

Trzeba wspomnieć, że pożyteczny w ograniczonych minutach Traylor mógł pograć dłużej, ale problemy z sercem, które zmusiły go do przejścia operacji (a w 2011 roku były przyczyną śmierci w wieku 34 lat) wybiły go z rytmu i nawet gdy dostał zielone światło dla powrotu na parkiety, nie udało mu się powrócić na poziom NBA (kontynuował karierę w Hiszpanii, Włoszech, Meksyku i Portoryko).

Choć Robert to gracz bardziej z lat zerowych, niż dziewięćdziesiątych, to jednak tak naprawdę relewantny był tylko przez ten krótki czas po wyborze w Drafcie 1998, zanim po debiutanckim sezonie wszyscy mocno obniżyli swoje oczekiwania względem niego. Tylko w latach dziewięćdziesiątych, ksywka „Tractor” wywoływała na twarzy szczery uśmiech, zamiast uśmiechu politowania.

Niestety nie mogę nawet znaleźć żadnego konkretnego highlightu z nim w koszulce Milwaukee Bucks, więc całą jego ninetiesową spuściznę stanowi w tym momencie epizod w tej reklamie Nike, w którym post-upuje… krowę:

Otagowane

Greg Anthony

Greg Anthony

Fun Fact: Koszykarski dorobek Grega Anthony’ego nie jest kontrowersyjny.

Wybrany w Drafcie 1991 z numerem 12 (jako trzeci w tamtym naborze zawodnik UNLV Runnin’ Rebels, po Larrym Johnsonie – pick #1 – oraz Stacey Augmonie – pick #9), niemal od samego początku stał się solidnym zmiennikiem na pozycji point guard. Nawet, gdy w końcu stał się pierwszym rozgrywającym drużyny NBA, był to wyjątek potwierdzający regułę, jako że zespołem, który zaoferował mu tę rolę byli debiutujący w lidze Vancouver Grizzlies. Poza latami 1995-97 spędzonymi w Kolumbii Brytyjskiej i połowie rozgrywek 01/02 – gdy został dokooptowany do tankujących Bulls – zawsze był jedynkowym zapasem. I to bardzo cenionym, bo choć nigdy nie był dużym zagrożeniem w ofensywie, to po bronionej stronie parkietu brylował.

Nie znaczy to jednak, że kariera Grega Anthony’ego pozbawiona była kontrowersji.

Już jako rookie bezpardonowo sfaulował Michaela Jordana i prawie wdał się z nim w bójkę. Jordan potem korzystał z każdej okazji, aby wyżyć się na Anthonym…

…a po jego kolejnym twardym faulu, w drugim meczu Finałów Konferencji Wschodniej z 1993 roku, MJ groził, że dorwie gracza Knicks w ciemnej alejce. Historię tego beefu streszcza poniższe wideo…

Jakby tego było mało, Greg Anthony, jeszcze w sezonie regularnym 92/93 wziął udział w jednej z niesławnych boiskowych bójek lat 90… mimo że wtedy nie grał. Przeżyjmy to jeszcze raz, wraz z uwerturą w postaci wstępnej przepychanki:

Zachowanie rozgrywającego Knicks i ostra krytyka z jaką się spotkało, zainspirowało ligę do wprowadzenia bezwzględnego zakazu opuszczania ławki przez graczy rezerwowych podczas boiskowych bójek, który cztery lata później, z pełną mocą, zemścił się na zespole z Nowego Jorku.

Kto jednak nie miałby ochoty dać komuś w ryj, gdyby ktoś kazał mu nosić taką koszulę, jaką miał na sobie w Phoenix Greg Anthony, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Otagowane

Dontonio Wingfield

Dontonio Wingfield

Fun Fact: Tak naprawdę, to chyba nigdy nie widziałem Dontonio Wingfielda w akcji, poza tym jednym razem w czasie zestawienia najlepszych akcji tygodnia z sezonu 97/97 (miejsce piąte)…

…ale gdy jako dzieciak spędzasz całe dnie na przeglądaniu swoich kart koszykarskich, to nazwisko takie jak „Dontonio Wingfield” zapada ci w pamięć, zwłaszcza, że kojarzy się z eurodance’owym hitem, który rządził na listach przebojów w tym samym roku, w którym Seattle Supersonics wykorzystali 37. pick w drafcie na Wingfielda…

Dżizas. Trzeba to będzie wydrapać z uszu drucianą szczotką…

Niestety kariera Dontonio nie okazała się tak chwytliwa.

To był klasyczny przypadek gracza nie gotowego psychicznie na realia dorosłego życia, który jednak nie miał szansy dorosnąć i pozbierać się na parkiecie, bo jako 24-latek był już fizycznie niezdolny do profesjonalnego uprawiania sportu w wyniku wypadku. Ba – po złamaniu czterech kręgów i bioder, cieszono się, że w ogóle może chodzić.

W czasie lokautu w 1998 roku, Wingfield miał już wstępnie nagraną rozmowę o pracę z Washington Wizards, którzy szukali power forwardów po transferze Chrisa Webbera.

To miała być jego „druga” szansa, po niemal nieistniejącym sezonie debiutanckim 94/95 (81 minut w koszulce Sonics), zmarnowanej okazji na więcej minut po wyborze w expansion drafcie przez Toronto Raptors (nie wiem czy nie chciał grać w Kanadzie, czy to oni nie walczyli o niego, ale stronom nie udało się dojść do porozumienia w sprawie kontraktu) i trudnej sytuacji w Portland Trail Blazers, gdzie spędził dwa pełne sezony, ale upchnięty w rotacji za Rasheedem Wallace’em, Garym Trentem i Cliffem Robinsonem, walcząc o minuty z utalentowanym Jermaine’em O’Nealem.

Jego plany pokrzyżował jednak nie tylko wypadek.

Po latach przyznał, że w tamtym czasie z powodu stresu praktycznie nie sypiał, przytłoczony lękiem przed porażką oraz statusem niespełnionego talentu po gwiazdorskiej karierze w szkole średniej i udanym jednym roku na Uniwersytecie Cincinnati. Sfrustrowany, w czasie rozgrywek 96/97 odmówił wyjścia na parkiet w czasie śmieciowych minut.

Do tego dochodził temperament, który idealnie pasował do Jail Blazers.

Papę Kempa mógł zawstydzić spłodzeniem dziewięciorga dzieci, w tym trójki jeszcze w szkole średniej. Jako 19-latek spędził tydzień w więzieniu za bójkę z policjantem. Już po tym, jak Blazers zwolnili go po trzech meczach sezonu 97/98, latem 1998 roku poturbował dwóch policjantów, wezwanych aby przerwać jego kłótnię z dziewczyną, łamiąc palec jednego z nich. Za opór przy aresztowaniu i napaść został jesienią 1999 skazany na rok więzienia. Wyrok wysłuchał oparty o kule, bo wciąż nie odzyskał pełni sprawności po wypadku z listopada 1998.

Cztery miesiące w łóżku szpitalnym, dwanaście za kratkami i niezliczona ich ilość poświęcona rehabilitacji wreszcie naprostowały Wingfielda, który zaczął pracę jako trener młodych koszykarzy oraz pomagał przy różnych społecznych inicjatywach pomagających dzieciakom z jego rodzinnych stron uniknąć wejścia na ścieżkę przestępczą. Uczestnikom swoich obozów treningowych opowiada o sukcesach na szczeblu szkolnym (do dziś wiele osób uważa go za największy licealny talent w historii stanu Georgia) i pokazuje swoje karty koszykarskie, te same, które ja oglądałem prawie ćwierć wieku temu.

Otagowane

Pooh Richardson

Pooh Richardson

Fun Fact: Kończąc tryptyk postów zainspirowanych aktualnymi wydarzeniami w NBA (wcześniej wspominałem o kolejnym awansie Spurs do playoffów i rekordzie Rockets), pozwolę sobie pogratulować Minnesocie Timberwolves, która wilczym swędem znalazła się w najlepszej ósemce zespołów Konferencji Zachodniej, po raz pierwszy od 13 sezonów (co jest drugą najdłuższą taką bessą w historii, po 15 bezproduktywnych sezonach Clippers w latach 1976-1991).

Gratulacje będą w formie wpisu o pierwszym graczu wybranym przez Wilki w drafcie do NBA, który do dziś jest rekordzistą klubu pod względem łącznej liczby asyst w jednym sezonie (734 w 90/91). Pooh Richardson wielkiej kariery nie zrobił, bo nigdy nie nauczył się rzucać i bronić na przyzwoitym poziomie. Niefortunna w języku angielskim ksywka „Pooh” (wzięta oczywiście od Kubusia Puchatka, but still) pewnie też nie pomagała, no bo w czym może pomóc, że wołają na ciebie „kupah” z niemym „h”.

Jerome – bo tak naprawdę miał na imię – zapowiadał się przez moment: w swoim drugim i trzecim sezonie wykręcał dla Minny średnie na poziomie 17 punktów i 9 asyst, ale Wolves wysłali go do Indianapolis (razem z Samem Mitchellem) za Micheala Williamsa i Chucka Persona, gdzie zaczął zmywać się z ligowym tłem. Proces ten postępował po transferze do Los Angeles Clippers latem 1994 (wówczas razem z nim, za Marka Jacksona i Grega Minora, wymienieni zostali Malik Sealy i Eric Piatkowski). Gdy gorsze dziecko Miasta Aniołów awansowało niespodziewanie do playoffs w 1997 roku, Pooh nie był już nawet point guardem pierwszej piątki (średnie 5.6 PPG, 2.9 APG), bo tę fuchę sprzątnął mu sprzed nosa młodszy kolega z czasów UCLA, Darrick Martin.

Pooh to w ogóle ma ciekawych kolegów.

Od dawna kumpluje się z Willem Smithem.

Violet Palmer – pierwsza kobieta-sędzia w NBA – jest siostrą przyjaciela, z którym grał na uniwerku.

Z Public Enemy lubi się na tyle, że zespół umieścił go w podziękowaniach dołączonych do albumu „It Takes A Nation Of Millions To Hold Us Back”.

Ale Jerome znał się też z narkotykowym lordem Altonem Colesem, każącym na siebie mówić Ace Capone (but seriously…), którego kochanką była siostra Richardsona, Asya.

Przyjacielem byłego gracza Wolves był też policjant, Rickie Durham. Przyjacielem tak dobrym, że w 2005 roku ostrzegł Pooha o wielkim nalocie (dwa stany, 200 policjantów i agentów FBI biorących udział) na narkotykowe imperium Capone’a, kilka godzin przed utrzymywaną w tajemnicy akcją.

Richardson okazał się przyjacielem trochę gorszym, bo w 2009 pogrążył swoimi zeznaniami Durhama w zamian za immunitet, przyznając, że dostał od niego informację o planach policji, po czym zadzwonił do siostry rozkazując jej natychmiast opuścić dom należący do gangstera (żeby było „zabawniej”, siostra i tak została tamtego ranka aresztowana, a w 2011 skazano ją na dwa lata więzienia za pomoc w praniu pieniędzy swojego chłopaka).

W kryciu występków swoich znajomych Pooh był więc równie dobry, co w rzucaniu wolnych. Ze skutecznością 63.2% w karierze jest jednym z najgorszych na linii point guardów w historii. Wśród graczy, którzy tak jak Richardson grali przez całą karierę średnio powyżej 30 minut na mecz, gorszy wynik ma tylko Rajon Rondo (60.4%) oraz George King (64.2 w latach 1952-58), choć technicznie kwalifikują się też mający za sobą dopiero jeden rok gry Lonzo Ball i Ben Simmons, kasują konkurencję z odsetkami – odpowiednio – 45.1% i 56.0%…

Jeśli lubicie żarty o tym, że słabo trafiający do obręczy koszykarze powinni iść do okulisty, to rozbawi was ta hardkorowo garażowa reklama „doktora od oczu celebrytów” z ubiegłego roku (reszcie zostaje tylko krindż):

Otagowane

Robert Horry

Robert Horry

Fun Fact: Sezon 2017/18 zakończy się kolejnym pobiciem drużynowego rekordu celnych rzutów za trzy w trakcie rozgrywek zasadniczych. Będzie on należał do Houston Rockets i wynosił 1243 + cokolwiek dorzucą w ostatnim meczu sezonu, który dziś w nocy (pewnie coś koło 15 trójek, bo tyle mają średnio na spotkanie).

Do Rockets należał także poprzedni rekord (1181) ustanowiony ledwie rok temu, a także rekord z rozgrywek 14/15 (933), który w 2016 unieważnili Golden State Warriors (1077). Tak jest – od czterech lat rokrocznie mamy nowego rekordzistę.

Dominacja Rakiet pod względem ilości trafianych rzutów z dystansu nie jest jednak nowością, bo już wcześniej dzierżyli oni tytuł rekordzistów NBA w tym względzie – najpierw zabrali go Phoenix Suns (398 trafień w rozgrywkach 92/93) trafiając 429 rzutów w sezonie zakończonym ich pierwszym tytułem mistrzowskim, czyli 93/94, a potem sami go poprawili, kończąc kampanię 94/95 z 646 trójkami na koncie (to były zresztą zwariowane czasy, bo w wyniku skrócenia linii rzutu trzypunktowego do 6,31m poprzedni rekord pobiło aż 16 teamów).

W kosmicznym jak na ówczesne warunki wyniku największy udział mieli Vernon Maxwell (143 trójki) i Kenny Smith (142), ale tuż za nimi był Robert Horry z 86 trafieniami (to zresztą drugi najlepszy jego wynik w długiej karierze). Prawdziwego fana NBA z lat 90. poznaje się jednak po tym, że Horry’ego nie kojarzy z rzutami z dystansu, a z młodzieńczym atletyzmem, który przejawiał się, między innymi, takimi akcjami…

Wracając do rzutu za trzy: rekord Rockets utrzymał się tylko rok, bo w sezonie 95/96 Dallas Mavericks trafili z dystansu 735 razy. Ich wynik pozostał najlepszy aż do rozgrywek 04/05, gdy kopanie tyłków w siedem sekund lub mniej rozpoczęli Phoenix Suns (796 trafień). Tak w ogóle, to do dziś aż 81 zespołów pobiło tamten ninetiesowy rekord trójek Mavs, a 69 z nich dokonało tego w pięciu ostatnich latach.

A żeby ostatecznie udowodnić, że duże ilości trójek w Houston to żaden nowy trend, oto ranking klubów najczęściej trafiających z dystansu w historii NBA (przypominam, że ten element gry liga wprowadziła w sezonie 79/80):

Query Results Table
Team Team
Rk Fr Yrs 3P
3P%
1 HOU 39 18345 .350
2 GSW 39 16251 .358
3 DAL 38 16081 .354
4 PHO 39 15712 .357
5 NYK 39 15253 .351
6 OKC 39 15226 .354
7 LAL 39 15022 .344
8 BOS 39 14930 .350
9 POR 39 14747 .352
10 IND 39 14654 .354
11 ORL 29 14574 .356
12 CLE 39 14524 .359
13 ATL 39 14264 .346
14 DEN 39 14135 .341
15 MIL 39 14054 .353
16 SAS 39 14015 .363
17 SAC 39 14005 .353
18 MIA 30 13944 .356
19 NJN 39 13672 .338
20 DET 39 13450 .347
21 LAC 39 13281 .340
22 CHI 39 12985 .351
23 WAS 39 12345 .342
24 PHI 39 12184 .334
25 TOR 23 12180 .361
26 CHA 28 11816 .355
27 UTA 39 11325 .349
28 MIN 29 10336 .341
29 MEM 23 9984 .348
30 NOH 16 8474 .357
Provided by Basketball-Reference.com: View Original Table
Generated 4/11/2018.
Otagowane
Reklamy