Shawn Kemp

Shawn Kemp

Fun Fact: Historia o tym, jak Shawn Kemp przeszedł do Cleveland, zrobił się gruby i kiepski w kosza, to jedna z najczęściej przypominanych historii przez fanów NBA z lat 90. Nic w tym dziwnego, bo Kemp był przez pewien czas wręcz drugą co do wielkości gwiazdą tej ligi i nagły schyłek jego kariery zaskoczył wszystkich, którzy oglądali Finały 1996. Muszę się jednak przyznać, że powtarzając tę opowieść i rzucając beztroskie żarty o grubasach, zapominam o pewnym fakcie, który zatarł się w głowach także wielu innych kibiców: Shawn Kemp w Cleveland nie grał wcale źle, nawet wtedy, gdy był już Grubym Shawnem Kempem. Dopiero w Portland, w towarzystwie innych Jail Blazers, styl życia i charakter wreszcie przeważył i pociągnął go na dno razem z całym jego talentem.

W pierwszym sezonie po wymuszeniu transferu – rozgrywkach 97/98 – Kemp poprowadził do playoffów zespół, który w pierwszej piątce miał trzech rookies (Zydrunas Ilgauskas, Brevin Knight, Cedric Henderson), drugim najlepszym jego zawodnikiem był trzecioroczny role player, Wesley Person, a miejsce w rotacji mieli Danny Ferry i Scott Brooks. Jego średnie – 18.0 PPG i 9.3 RPG nie różniły się zbytnio od tego, co robił w Seattle (choć zauważalna była gorsza skuteczność rzutów z pola, 44.5%, najniższa wśród pierwszych sezonów kariery, efekt większej ilości rzutów z dystansu), a Reign Man po raz szósty z rzędu wystąpił w All-Star Game jako lider bodaj najlepiej broniącej drużyny w NBA.

Potem miał miejsce niesławny lokaut, podczas którego Kemp sobie niesłabo pofolgował, bo – jak przyznał potem z rozbrajającą szczerością – myślał, że sezon zostanie odwołany w całości. Nikogo nie zdziwiło, że Cavs spadli w tabeli Wschodu poza pierwszą ósemkę, ale tak naprawdę Shawn znów nie grał źle. Ba – już jako Gruby Shawn Kemp ustanowił w 42 meczach swoje rekordy kariery w średniej punktowej (20.5 PPG) oraz wskaźniku PER (23.6). Kawalerzyści grali gorzej, ale na cały sezon stracili Ilgauskasa (po 5 meczach), przez co Kemp musiał w 33 spotkaniach dzielić miejsce w pierwszej piątce z Andrew DeClercqiem (ciekawe czy zatęsknił wtedy za Jimem McIlvaine’em?). W każdym razie jak na kogoś, kto właśnie przejadł swoją karierę, ciągnął jeszcze nieźle.

W ostatnim sezonie w Cleveland – gdy było już jasne, że Kemp nie ma w sobie wystarczająco dużo dyscypliny, czy chęci, by wrócić do formy i pchnąć swoją karierę z powrotem na właściwe tory – zaliczał na pożegnanie z Ohio 17.8 PPG i 8.8 RPG przy słabiutkich 41.7% z pola (w robiących wrażenie ze względu na kłopoty ze sportowym trybem życia 82 meczach). Mimo wszystko prawdziwym załamaniem formy był dopiero następny sezon w Blazers – kampanię 00/01 zakończył ze średnimi 6.5 PPG i 3.8 RPG i właściwie to rok 2000, a nie 1997, należy wyryć na nagrobku kariery Kempa.

Mimo anegdotyczności tamtego mrocznego okresu, lepiej jednak wspominać Kempa z czasów świetności, gdy efektowne wsady rozdawał na prawo i lewo niczym swój materiał genetyczny.

Tak na marginesie: bardzo lubiłem to przytulne wnętrze Tacoma Dome, gdzie Sonics grali w 1994 i 1995, w czasie renowacji hali KeyArena (dawniej Seattle Center Coliseum).

Na marginesie marginesu przypomnę jeszcze – bo sam sobie to właśnie przypomniałem ku własnej uciesze – że jestem współtwórcą karcianej gry „Kemp”.

Reklamy
Otagowane

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: