Linsanity jakieś 1,5 roku później

Właśnie wróciłem z poczty:

Jeremy Lin

Mój powrót do zbierania kart miał miejsce krótko przed eksplozją formy Jeremy’ego Lina, więc jego autograf w barwach Knicks stał się moim pierwszym karcianym Świętym Graalem. Potrzeba było podpisania umowy z Rockets i pełnego, dość średniego sezonu aby Linsanity przebrzmiało i karty Lina zeszły cenowo do poziomu jaki uważam za górną granicę tego ile mogę wydać na autograf średniej klasy point guarda, który nie gra już w mojej ulubionej drużynie. Paradoksalnie koniec mody na Lina i jego odejście z Nowego Jorku dodaje powyższej karcie specyficznego uroku – „kto był ten wie” i takie tam.

W każdym razie cieszę się, że z listy największych karcianych zachcianek mogłem wykreślić kolejną pozycję, nawet jeśli nie jara mnie ten fakt tak bardzo jak jarałby 1,5 roku temu. Jak dobrze pójdzie to może za następne 1,5 roku pochwalę się autografem Patricka Ewinga (niestety odejście do Seattle i Orlando nie zaszkodziło cenom jego kart).

Reklamy
Otagowane ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: